Magazyn Wino


Wyszukiwarka win

Wyszukiwarka zaawansowana

Newsletter

Aby zamówić bezpłatny
biuletyn portalu
MagazynWino.pl, wpisz
w poniższe pole
swój adres e-mail.

Dobrze powiedziane

Od lunchu ani razu!

Harry Waugh, jedna z największych postaci brytyjskiego rynku wina, na pytanie kiedy ostatni raz pomylił bordeaux z burgundem


Promocja!
Zamów prenumeratę
a otrzymasz prezent

Magazyn Wino

01-510 Warszawa
ul. Gen. Zajączka 11/C5
tel. +48 22 312 40 30/31
fax +48 22 312 40 01
redakcja@magazynwino.pl

Płatności przez internet - dotpay

A A A

Archiwum Magazynu WINO Felietony Notatki spod korka


Droga, którą idę

26-11-2008

drukuj


Koniom już dziękujemy. | fot. TPB

Marek Bieńczyk

To nie będzie kolejny tekst kombatancki, wprost przeciwnie, lecz zacznę od wspomnień. Otóż degustując ostatnio pewną butelkę, które skończyła swe dzieje w zlewie (było nas ośmiu i każdy wylał swój kieliszek), uprzytomniłem sobie nie bez lekkiego zażenowania, że jeszcze nie tak dawno temu pewnie bym brnął i wypił nalaną mi porcję.

Pamiętam doskonale, jak przez pierwsze lata degustacji zachwycałem się zapachami, które ogólnie nazwać można rodziną aromatów zwierzęcych. Informowałem Czytelników, że pięknie jest odnaleźć w bukiecie wina nuty mięsne i stajenne. Rozkładająca się radośnie dziczyzna, podbrzusze zajęcze, flaczki, nieoczyszczona kuropatwa, koński czy krowi zad, cielęcina Marengo – wyliczałem z rozkoszą i nieco na pokaz, czując się wyższy od amatorów, którzy, skonsternowani, dowiadywali się, jak im daleko do prawdziwego znawstwa, skoro w ich kieliszkach tak niewiele, poza aromatem czarnej porzeczki, wiśni i malin, pomieszkuje.

Podczas paneli degustacyjnych – to też pamiętam – z nabożeństwem odnotowywaliśmy wszystkie te zapachy. „Ale stajenka” – rzucaliśmy sobie hasłowo – „ależ piękna obora”. No i przyszła kryska na Matyska, miarka na Marka: dzisiaj wszystkie to wzniosłe smrody przestały mnie bawić; gorzej, z miesiąca na miesiąc znoszę je z coraz większym trudem. Właściwie zacząłem ich serdecznie nienawidzić.

Oczywiście są niuanse – trzeba rozróżniać między dyskretną nutą skórzaną w starych winach a odorem zoo w winach młodych. Wyłapywać, kiedy lekka nuta organiczna, zwana przez nas zwierzęcą, wzbogaca bukiet, a kiedy go niszczy. Uważać, by nie pomylić owej zwierzęcej nutki z aromatem konfitury, gdyż niekiedy oba są sobie bliskie. Baczyć, by nie siać konfuzji i nie wylewać dziecka z kąpielą, rzucając przekleństwa bez różnicy na bukiet zepsuty przez zwierzaka i bukiet tylko nim lekko naznaczony bądź wręcz wzbogacony. Jednak cokolwiek powiem, nie mogę dalej skrywać przed sobą, że próg tolerancji bardzo mi się obniżył.

A muszę przyznać, że przez długi czas się oszukiwałem. Jeszcze dwa lata temu pisałem z atencją o znanym winiarzu portugalskim, który z premedytacją zarażał brettanomyces (wywołującymi mocne zapachy zwierzęce) swoje najlepsze wina, by podrasować ich bukiet i smak. Jeszcze dwa lata temu unosiłem się nad winami Didiera Barrala, które ze względu na niskie lub graniczące z zerem użycie siarki pachniały – zbyt często – niedźwiedziem upolowanym miesiąc wcześniej albo bykiem, który zeszłej jesieni padł na pastwisku: jak wiadomo, tam, gdzie brakuje siarki, brett rozpoczyna dzikie harce i chętnie rodzi molekuły etylofenoli, które czynią z wina rezerwat w Serengeti. Niekiedy winą za to obarczyć też trzeba drożdże dzikie, które z brettem nie zawsze dają sobie radę i ulegają mu równie szybko co lance ułańskie przed czołgami.

Mój odruch samooszustwa ujawniał się zwłaszcza w przypadku burgundów, które zwyczajowo niejako pachną „stajenką” – przez długi czas ich bukiet unosił mnie nad horyzontem, później przestał unosić, ale wmawiałem sobie, że tak ma być, aż wreszcie miałem się odwagę przyznać, że nie, już mam dość. Jeszcze gorzej jest z bordeaux; problem z nimi jest dla mnie najświeższej daty i pozostaje nierozwiązany. W przypadku burgundów możemy – i na podstawie doświadczeń własnych, i lektur – stwierdzić, że jednak mitem jest łączenie burgunda z aromatami animalnymi. Wcale nie jest tak, że pinot noir automatycznie wysyła nas do zagrody; tak pachniały burgundy w najgorszych dla siebie latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych; później postępy winifikacyjne i lepsza higiena spowodowały, że bukiety i smaki win zaczęły wracać do czystego owocu. W przypadku bordeaux związek genetyczny między odmianami (zwłaszcza cabernet sauvignon), a kochanymi przyjaciółmi człowieka jest o wiele silniejszy. Na degustacjach kursowych mówię wręcz, że unikatowy w świecie bukiet bordoski stanowiący stop nuty zwierzęcej i kredowej (nie umiem tego inaczej określić), oraz powtarzający ten sam rejestr smak bordoskich garbników jest typowy i konieczny, że za niego bordeaux kochamy. O, właśnie przypomniałem sobie, że nie tylko bordeaux: moje ukochane loarskie wino, Chinon Clos Guillot od Bernarda Baudry’ego (też z caberneta, tyle że franc), podczas niedawnej degustacji jechało zwierzęciem jak cała Białowieża i Puszcza Kampinoska razem wzięte. Ponieważ chciałem kursantów przekonać do czerwonej Loary, wmawiałem im, że tak ma być i że to jest piękne, ale w głębi duszy diablik chichotał i kopał mnie w wątrobę: nie udawaj, szeptał, przestań kręcić, stary durniu.

Gdy się jednak dobrze rzeczy przyjrzeć, okaże się, iż to, co mówię o bordeaux (czy Loarze), nie jest całkiem prawdą. Spotyka się ten rodzaj aromatu w wielu medokach, w niektórych saint-émilion (i, skoro już słowo padło, chinonach), także w winach znanych i drogich; jednak w wielu innych znanych i drogich nie ma go wcale, czy raczej jest tak wysublimowany i przerobiony, że nie sprawia żadnego kłopotu. Tym niemniej zaczynam powoli zdobywać i tę świadomość, że może za czas jakiś będę musiał ostrzej spojrzeć na moją bordoską namiętność i narazić się na kpiny przyjaciół, którzy splunęli na bordeaux jeszcze przed przyjściem na świat.

Kręta i długa jest droga, którą my, winomani, idziemy! Coraz bardziej się przekonuję, że nie ma szans, by osiągnęła ona szczyt i zastygła w kilku niepodważalnych pewnościach. Będziemy po kres walczyć z winem jako z materią do uchwycenia i opisania, i niczego nie da się trwale ustalić. Kiedy nie możemy własnym smakiem i zmysłami, próbujemy choć ideologicznie (kocham bordeaux nade wszystko! uwielbiam wina loarskie! za czerwone douro dam się pokroić! itp., itd.) wszystko ustawić, by mieć jakiś grunt pod nogami. Kierujemy się uprzedzeniami, zabobonami, ideami, ale wszystko na nic, jutro i tak będzie inaczej. Trochę to źle, trochę to dobrze. Trochę to śmieszne, a trochę dramatyczne, jak twierdził – jeśli ktoś pamięta – Ed, koń, który mówi.

Tekst ukazał się w numerze 35 (5/2008)

Sytuacja Biodynamiczna

Jutro: 11 lutego 2012


Do 7 czas Korzenia, od 8 czas przejściowy.

Dziś: 10 lutego 2012


Do 5 czas przejściowy, między 6 a 9 czas Owocu, od 10 czas Korzenia.


Wczoraj: 9 lutego 2012


Do 13 czas Owocu, od 14 czas przejściowy.

Objaśnienia

KorzystneNiekorzystne
Czas owocu Czas liścia
Czas kwiatu Czas korzenia
Czas przejściowy
Więcej o kalendarzu biodynamicznym

Kalendarz imprez

Najbliższe:

11-12 lutego, Vini Naturali a Roma, Rzym, Włochy
4-6 marca, Prowein, Düsseldorf, Niemcy
14-17 marca, Weltweinfestival 2012, Wiedeń, Austria
23-25 marca, VinCE, Budapeszt, Węgry
25-28 marca, Vinitaly, Werona, Włochy
26-29 marca, Alimentaria, Barcelona, Hiszpania

zobacz więcej

Sprawdź wszystkie nadchodzące wydarzenia

Złapane w sieci

W Pradze piszą...

... o polskich winach. (praguepost.com)


Polak potrafi...

...lecz tym razem przesadził i 38 ton francuskiego wina trochę się spóźni. (dziennik.pl)


2011: Rok zły, bo wina mało, ale rocznik genialny

Lubuski dziennikarz i winiarz podsumowuje miniony rok w winnicy. (winnica.redblog.gazetalubuska.pl)


Chemia i fizyka szampana

Z okazji zbliżającego się Sylwestra i mijającego Roku Chemii American Chemical Society opublikowało w internecie film poświęcony chemii szampana. (wyborcza.pl)


Myśl globalnie, pij lokalnie

... a więc o ekologicznych aspektach wyboru wina. (wyborcza.pl)


Spada sprzedaż win owocowych

Do 2015 roku wydatki na wina gronowe zwiększą się w naszym kraju do 3,25 mld zł. (rp.pl)


Zobacz wszystkie

Najnowsze wpisy na blogach

Blog Tomasza Prange-Barczyńskiego

Za wcześnie na amarone…

…przynajmniej na rocznik 2008. Zgodnie z przepisami DOC Amarone della Valpolicella, wina z tej apelacji trafiają na rynek w czwartym roku po zbiorach. Jak...
więcej

Blog Andrzeja Daszkiewicza

Prasówka 42

Co prawda nie dotyczy to wina, ale nie mogę nie odnotować obszernego tekstu mojego ulubionego australijskiego dziennikarza i blogera, Philipa White'a,...
więcej

Winny Bieńczyk

Co zwykł Pan pijać o tej porze?

Pucharek wina? Białe, czerwone? Wina jakich krain zwykł pan pijać o tej porze? Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata Dzisiejsza duża publiczna...
więcej

Blog Ewy Wieleżyńskiej

Burza w szklance wina

Przedwczoraj wicepremier Waldemar Pawlak dołożył wisienkę do niefortunnej wypowiedzi Radosława Sikorskiego, wypowiadając się w TVN 24, że będzie...
więcej



© MagazynWino.pl | Prawa zastrzeżone | Warszawa 2008-2010
Regulamin | Reklama | Kontakt | Zapytania ofertowe
Serwis przeznaczony jest dla osób pełnoletnich