Zima to tradycyjnie czas podsumowań, więc i ja coś podsumuję. Spośród wielu butelek, których zawartość miałem okazję ostatnio próbować, jedna poruszyła mnie szczególnie. Nie dlatego, że wino było znakomite, bo piłem wina obiektywnie dużo lepsze. Nie dlatego, że było słynne, na butelce nie było nawet etykiety.
Gdy niemal dziesięć lat temu spotykaliśmy się po raz pierwszy, nie sądziłem, że sprawy pójdą aż tak daleko. Przez kilka miesięcy opierałem się namowom właściciela toruńskiego sklepu Wina Świata, by wspólnie stworzyć coś w rodzaju klubu miłośników wina. Myliłem się, bo choć rzeczywiście z pierwszego składu pozostały dziś zaledwie trzy osoby, choć czasem mieliśmy duże kłopoty z odpowiednią frekwencją (koszty organizacji większości spotkań, często niemałe, ponosiliśmy sami), to jednak udało się znaleźć w okolicy grupę ludzi rzeczywiście pasjonujących się winem i chętnych, by tą pasją dzielić z innymi.
Zaczynaliśmy tak, jak można było wówczas zaczynać, zwłaszcza poza Warszawą. Na większość butelek otwieranych podczas pierwszych spotkań dziś raczej nie zwrócilibyśmy uwagi, wtedy jednak cieszyły nas wszystkie, bo każda czegoś uczyła, choćby tego, jakich win nie chcemy więcej próbować. Po kilku latach sięgaliśmy już – choć wciąż nie za często – po znane bordeaux, barolo, słynne wina z Toskanii, Portugalii, Austrii. Od czasu do czasu odwiedzali nas importerzy, pojawili się też moi dzisiejsi koledzy z redakcji Magazynu WINO, kilka razy gościliśmy samych producentów wina, przyszedł wreszcie czas na wyjazdy.
Nie zapomnę pierwszego, którego celem były Eger i Tokaj. Działo się to w słusznie minionych czasach, więc w drodze powrotnej mieliśmy spory problem, brzęczący w kartonach poupychanych we wszystkich zakamarkach autokaru, jednak po dłuższym postoju na granicy celnicy okazali się w końcu wyrozumiali. Dziś mamy za sobą blisko sto oficjalnych spotkań i wyjazdów, bliższych – Winnica Golesz – i dalszych – Austria, Toskania, Portugalia.
Sławek i Hanka po raz pierwszy pojawili się na spotkaniu, na którym, wstyd dziś przyznać, piliśmy beaujolais nouveau. Szybko stali się jednymi z najaktywniejszych członków klubu i to oni poszli najdalej. Nie wystarczało im picie choćby i najsłynniejszych win świata. Początkowo szukali odpowiedniego stoku w okolicach Torunia, później zmienili plany, a od niespełna roku są dumnymi właścicielami niewielkiej winnicy w okolicach Egeru, gdzie zresztą wiele lat temu się poznali. To właśnie butelka ich pierwszego wina, aromatycznego cserszegi fűszeres z rocznika 2007, zrobiła na mnie tak duże wrażenie.
Muzyk i producent Steve Cropper, gitarzysta takich grup jak Booker T. & the MGs i The Blues Brothers, jest mi bliski przede wszystkim jako współtwórca największego przeboju Otisa Reddinga, wspaniałego (Sittin’ On) The Dock Of The Bay. Ale nie tylko dlatego. Ponieważ, jak sam mówi, utwór ten jest średnio co pięć minut grany gdzieś w świecie przez jakąś stację radiową, Cropper jest człowiekiem majętnym, co pozwala mu na intensywne korzystanie z życia, w którym poza muzyką ma drugą, równie głęboką pasję, wino. (Sittin’ On) The Dock Of The Bay jest piosenką smutną, prawie tak smutną jak okoliczności jej powstania – Otis Redding zginął w katastrofie lotniczej 10 grudnia 1967, zaledwie trzy dni po jej nagraniu. Mówi o samotności i tęsknocie, o braku nadziei. Wypijmy z nią wino, które taką nadzieję stworzy i niech to będzie wino, które z przyjemnością wypiłby Steve Cropper, a że lubi on burgundy, niech będzie to burgund z naszej panelowej degustacji, 1999 Bourgogne AOC Leroy. Albo inny dojrzały burgund, który pokaże, że choć wszystko przemija, to jednak trwa, jak rok 1999 w winie i jak Otis Redding w naszej pamięci.
Po pierwsze, zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo zmienił się nasz świat w ciągu kilkunastu ostatnich lat i coś, co jeszcze niedawno mogłoby na długo – albo, jak wtedy myśleliśmy, na zawsze – pozostać w sferze marzeń, dziś jest całkiem realne. Nie ma już celników na Przełęczy Dukielskiej. Po drugie, uświadomiłem sobie, że choć sam tego wina nie robiłem, to jednak miałem pewien wpływ na jego powstanie. Ukąszenie winnej pasji na zawsze może zmienić życie, jak to się zdarzyło choćby Hance i Sławkowi. Mam nadzieję, że nie będą żałować swej decyzji, tak jak i ja, ukąszony wcześniej, nie żałuję mojej. A dziś, mimo że nie mieszkam już w Toruniu, przygotowuję się do kolejnego, spotkania klubu. Win oczywiście nie zabraknie, na pewno nie zabraknie też winnej pasji.
Drodzy Czytelnicy, rozejrzyjcie się wokół siebie, jeśli tego jeszcze nie zrobiliście. Pokrewne Wam dusze są pewnie dużo bliżej niż się spodziewacie. Winomaniacy każdego miasta, łączcie się!
Ostatnio na łamach portalu Magazynu Wino pisaliśmy, że Francuzi rozpoczęli szeroko zakrojone działania marketingowe, mające promować ich winiarstwo na... więcej
Pół roku temu pisałem w jednej z wiadomości ze świata, że laureat nagrody Nobla z fizyki, astrofizyk i kosmolog Brian Schmidt, jest jednocześnie... więcej
Objaśnienia: ● Impreza organizowana przez Magazyn WINO ● Impreza promująca wina polskie ● Impreza promująca kraj lub region winiarski ● Impreza organizowana przez importera lub sklep ● Targi krajowe
Około 150 osób uczestniczy w szkoleniu dla początkujących winiarzy i osób, które chciałyby nauczyć się uprawiać winorośl oraz produkować wino. (wyborcza.pl)
Wyniki badań przeprowadzonych na zlecenie sieci dyskontów pokazują, że wino jest na drugim miejscu wśród preferowanych przez dorosłych konsumentów trunków. (pieniadze.gazeta.pl)