|
Dobrze powiedziane Cabernet jest dla lekarzy, prawników i biznesmanów. Pinot noir jest dla artystów i ludzi cieszących się życiem. Jean-Marie Fourrier (Domaine Fourrier, Burgundia)
Promocja!
Magazyn Wino
01-510 Warszawa
|
A
A
A
Pancho Campo: od tenisa do wina 06-08-2010 Ewa Wieleżyńskadrukuj W czerwcu br. z okazji zorganizowanej przez ambasadę Hiszpanii dorocznej prezentacji i degustacji win gościł w Warszawie Pancho Campo, ważna postać hiszpańskiego rynku wina, pierwszy hiszpański Master of Wine. Wysłanniczka portalu MagazynWino.pl Ewa Wieleżyńska skorzystała z tej okazji, by z nim porozmawiać.
Urodziłem się w Chile, a tam zdrobnienie od Francisco to właśnie Pancho. Tak mnie nazywali od dzieciństwa, a potem kiedy zacząłem grać w tenisa, tak było łatwiej, dźwięczniej. Ludzie się do tego przyzwyczaili, ja się przyzwyczaiłem i tak zostało. Dziś moja żona wolałaby, żebym występował jako Francisco, to brzmi bardziej elegancko, ale już jestem Pancho. Nawet jako Master of Wine. Ma pan bardzo barwną biografię. Był pan tenisistą, uczestnikiem Olimpiady w 1992 roku, trenerem olimpijskiej grupy chilijskich tenisistek, później założył pan firmę organizującą najpierw sportowe, a potem muzyczne eventy, aż wreszcie zajął się Pan winem zostając pierwszym hiszpańskim Master of Wine. Pan się szybko nudzi? To wszystko układa się w pewną sekwencję, jedna rzecz zawsze wynikała z drugiej. Zacząłem grać w tenisa, kiedy byłem bardzo młody. Uwielbiałem to, ale mój ojciec uważał, że muszę skończyć wyższe studia. Poszedłem więc na Akademię Medyczną, której nigdy nie skończyłem. A ponieważ odnosiłem sukcesy w tenisie i zarabiałem niezłe pieniądze, tak minęło 15 lat. Po 15 latach, kiedy nigdy się nie praktykowało medycyny, trudno zostać lekarzem. A ponieważ byłem już zmęczony moją pracą trenera i potrzebowałem spokojniejszego zajęcia, zdecydowałem się założyć firmę, która najpierw organizowała turnieje tenisowe, a potem dostaliśmy propozycję, by zorganizować koncert Enrique Iglesiasa. Wszystko się świetnie udało, więc dalej był Tom Jones, Sting i wielu innych. Ale moją pasją, już od trzynastego roku życia było wino. W Chile mój ojciec był lekarzem rodziny Unduragga, jednego z największych producentów wina. I oni kiedyś w podzięce za lekarską opiekę zaprosili nas do swojej winnicy na lunch. Tamtejsza atmosfera, opowieści o winie absolutnie mnie zafascynowały. I choć wtedy jeszcze nie mogłem pić, zacząłem o winie czytać. Później przyjechaliśmy do Hiszpanii i zamieszkaliśmy w Salamance, a więc niedaleko Ribera del Duero. Mój ojciec zabierał mnie od czasu do czasu na wycieczki po winnicach. Potem, kiedy skończyłem 18 lat, zacząłem pić wino, choć rzadko, bo uprawiałem tenis. Ale wciąż pasjami połykałem książki o winie. I myślałem, że kiedyś chciałbym się tym zająć zawodowo. I zdecydował Pan, będąc już mężczyzną w średnim wieku zamienić się w studenta i zdać egzaminy na Master of Wine. Mieliśmy taki pomysł z moją żoną Melissą, że kiedy już przestanę zajmować się tenisem, otworzymy w Marbelli wine bar o nazwie „Backstage” udekorowany zdjęciami znanych tenisistów. Ale w końcu zorientowaliśmy się, że w Marbelli jest wielu ekspatów, którzy chcieliby się czegoś dowiedzieć o winie i dlatego zamiast baru, otworzyliśmy Wine Academy. Zrobiłem wówczas internetowy kurs enologiczny na Uniwersytecie UC Davis i tak się zaczęło. W 2004 roku zorganizowaliśmy pierwszą konferencję, na którą udało mi się namówić Jancis Robinson, a skoro mieliśmy już Jancis, kolejni goście tacy jak Carlos Falco i Miguel Torres z chęcią się zgodzili. Wydarzenie bardzo się Jancis spodobało, miałem w końcu doświadczenie w organizacji eventów, i to ona wtedy mi zaproponowała, żebym otworzył w Hiszpanii filię Wine and Spirit Education Trust i zrobił kursy Master of Wine. Uważała, ze moja dyscyplina sportowca bardzo się tu przyda. Nie było to łatwe, ale miałem wsparcie mojej żony Melissy, która wierzyła, że to moje powołanie. Na czym pańskim zdaniem polega odpowiedzialność ludzi, którzy jak pan przekazują wiedzę o winie? Otworzyłem moją szkołę w Hiszpanii, kraju, który choć jest jednym z największych producentów wina na świecie, stracił zainteresowanie winem. Konsumpcja jest zaledwie na poziomie 18 litrów rocznie. Uznałem więc, że trzeba młodym ludziom przekazać wiedzę o winie w nowy, świeży i przyjazny, sposób. A drugim moim, równoległym, celem jest przekonać producentów wina, że robienie wina to nie wszystko, oni mają również odpowiedzialność je sprzedać. Bo co z tego, że robimy świetne wina, jeżeli konsumpcja spada? W 2006 roku zmieniłem nazwę mojej szkoły na Spanish Wine Education, bo uważam, że moim głównym zadaniem jest promocja Hiszpanii. Jest Pan zaangażowany w badania nad zmianą klimatu. W 2006 roku zorganizował Pan konferencję "Climate Change and Wine". Czy myśli Pan, że winiarze rzeczywiście mogą mieć jakiś wpływ na zjawiska przyrody? Straciłem mnóstwo pieniędzy na tej konferencji, wielu winiarzy w ogóle nie było nią zainteresowanych i się na niej nie pojawili. Ale przyjechało wielu dziennikarzy i przynajmniej nasza szkoła w ten sposób stała się głośna. Zaprosiłem ludzi z różnych obozów, tych, którzy uważali, że ludzie wpływają na zmianę klimatu i tych, którzy byli przeciwnego zdania. Jakkolwiek by było, zmiana klimatu jest niepodważalna i powinniśmy coś z tym zrobić. Nie jestem jakimś zielonym oszołomem, hipisowska kultura jest mi obca, ale myślę, że każda gałąź przemysłu powinna zwracać uwagę na to, by być jak najbardziej przyjazna środowisku i produkować jak najmniej zanieczyszczeń. Dążenie w stronę tzw. ”zrównoważonych”, czy wręcz ekologicznych upraw jest dziś światowym trendem w winiarstwie. Jednak takich upraw jest bardzo mało w Hiszpanii. Jak pan myśli, dlaczego? Termin „ekologiczny” czy „biologiczny” bardzo źle się Hiszpanom kojarzy. Od razu myślą, że to jakiś produkt gorszej jakości. Więc ponieważ nie ma na to klientów, hiszpańskim winiarzom w znacznej większości również na tym nie zależy. Hiszpania w ogóle wydaje się dotknięta komercyjną obsesją. Powstaje w niej stosunkowo dużo medialnych, kultowych butelek, a mało autentycznych win, które byłyby ekspresją terroir. Myślę, że termin terroir jest zbyt skomplikowany dla hiszpańskiego konsumenta. Brand jest czymś łatwiej pojmowalnym. Krytycy winiarscy zbyt często zapominają o dole konsumenckiej piramidy, chcą pisać o winach ciekawych, ekscytujących. Dlaczego nie piszą o „Yellow Tail”? Branża winiarska powinna więcej pracować nad komunikacją, nad właściwym opracowywaniem etykiet. Terroir mało kogo interesuje. Podobnie jak koncept vino de pago, Hiszpania nie jest na niego gotowa. Mówi pan o winie wyłącznie z marketingowego punktu widzenia. Tak jakby smak i jakość pana nie interesowały. Od smaków są inni specjaliści, świetni degustatorzy, jak chociażby Micheal Broadbent. Moim zadaniem jest marketing, choć słowo to ma złą prasę w branży. Ja sam wolę używać słowa komunikacja. A komunikacja w tym biznesie wciąż kuleje. Krytycy operują językiem zrozumiałym dla nielicznych. Musimy nauczyć sommelierów, ludzi sprzedających wino, mówić o winie w atrakcyjny i przystępny sposób. Kiedy idę do restauracji nie obchodzi mnie, skąd pochodzą pomidory i w jaki szczególny sposób była dojrzewana jamon serrano, po prostu chcę, żeby były smaczne. I tak samo dla większości konsumentów jest z winem. Nie powinniśmy ich odstraszać zbyt skomplikowanymi określeniami, powinniśmy im w sposób przekonujący sprzedawać wino. Moim zadaniem jest promocja umiarkowanej konsumpcji wina. W ubiegłym roku zorganizował pan konferencję "Wine Future Rioja". Jak postrzega pan przyszłość tego regionu i przyszłość hiszpańskiego winiarstwa w ogóle? Hiszpania ma wiele wspaniałych win, nie tylko w Riosze. Wszystkie regiony powinny jednak nauczyć się iść ręka w rękę. Nie możemy konkurować z Chile czy z Argentyną, nie mając spójnego brandu. Powinniśmy skoncentrować się na jego wypromowaniu, by odnieść sukces na takich wzrastających rynkach, jak Azja czy Stany Zjednoczone. Mamy wiele wspaniałych szczepów, ale myślę, że gwiazdą programu jest garnacha. Rdzenny hiszpański szczep, z którego można wyprodukować wszystko: wina czerwone, różowe, białe, musujące. Więc, gdyby jechał pan na wyspę bezludną i mógł zabrać ze sobą tylko dwa szczepy - jeden biały, drugi czerwony, jakie by one były? Garnacha, zdecydowanie garnacha, a z białych myślę, że godello. Powstaje z niego ostatnio wiele interesujących win. A jaki region Hiszpanii wydaje się Panu najbardziej ekscytujący? Zadaje mi pani trudne politycznie pytanie. Tak wiele jest w Hiszpanii świetnych regionów, ciekawe rzeczy dzieją się również poza tymi wiodącymi, jak Rioja, Priorat czy Ribero del Duero. W Galicji, na przykład, w Valdeorras, gdzie robi się właśnie godello. A jeżeli nie hiszpańskie wina, to jakie wina pija pan na co dzień? Piję wszystko, dosłownie wszystko. W mojej piwnicy mam wina z całego świata. I staramy się z moją żoną Melissą codziennie odkrywać coś nowego. Na organizowane przez pana wydarzenia przyjeżdżają takie sławy, jak wspomniana już Jancis Robinson i Robert Parker. To są dwa zupełnie różne podejścia do wina. Czy któreś z nich jest Panu bliższe? Nie mogę tak powiedzieć. Zawsze staram się zapraszać ludzi, którzy mają odmienne punkty widzenia, bo to czyni konferencję ciekawszą. Wiele Jancis zawdzięczam i jest ona moją wielką inspiracją. Bob natomiast to najbardziej pokorna, przyjazna postać winiarskiej krytyki, jaką spotkałem. Ludzie widząc go, są zdziwieni, bo wyobrażają sobie, że taka sława musi zadzierać nosa. Nic z tych rzeczy. Bob to człowiek niezwykle serdeczny i otwarty na ludzi. Jedną z najbardziej otwartych i operujących nieskomplikowanym językiem postaci winiarskiego świata jest dziś Gary Vaynerchuk. On chyba ucieleśnia pańskie wyobrażenie o idealnej komunikacji. Gary to jeszcze inna historia. Ale rzeczywiście myślę, że robi on świetną robotę. Zwraca się do młodych, pokazuje im, że wino może być sexy. Mam nadzieje, że takich ludzi komunikujących się przez Internet będzie w innych krajach coraz więcej. Takich osobowości w branży potrzebujemy. A jakie jest pana wyobrażenie o idealnie spędzonym wieczorze? Mam dwa. Pierwsze jest prywatne, a drugie, by tak rzec, zawodowe. Prywatnie najbardziej lubię być z moją żoną w jakimś mieście, w jakiejś restauracji i pić jakieś dobre wino, na które akurat w danym momencie mam ochotę. Może być to proste wino za kilka euro albo jakieś znane château, rocznik sześćdziesiąty któryś. Nie ma znaczenia. Wszystko zależy od nastroju. A zawodowo mam takie marzenie, żeby kiedyś wejść do restauracji pełnej młodych ludzi i zobaczyć, że oni wszyscy piją wino. |
Sytuacja Biodynamiczna Jutro: 23 maja 2012 Do 11 czas Korzenia, od 12 do 15 czas Kwiatu, od 16 czas przejściowy. Dziś: 22 maja 2012 Przez całą dobę czas Korzenia. Wczoraj: 21 maja 2012 Do 14 czas przejściowy, od 15 czas Korzenia. Objaśnienia
Najnowsze wpisy na blogach Francja na stojąco Ostatnio na łamach portalu Magazynu Wino pisaliśmy, że Francuzi rozpoczęli szeroko zakrojone działania marketingowe, mające promować ich winiarstwo na...
Côtes de Bourg czyli pijmy bordeaux Stephen Brook w „Bordeaux – People, Power and Politics” z 2002 r. twierdzi, że wielu ludzi uważa, iż regiony takie jak Bourg czy Blaye leżą... Nie pisz o grignolino
Ciepłego majowego popołudnia zwiedzaliśmy z A. piwnice Castello di Neive. Wła Prasówka 47 Pół roku temu pisałem w jednej z wiadomości ze świata, że laureat nagrody Nobla z fizyki, astrofizyk i kosmolog Brian Schmidt, jest jednocześnie... Kalendarz imprez Najbliższe: Objaśnienia: Nie widzisz tu Twojej imprezy? Napisz do nas!
Podkarpackie: duże zainteresowanie szkoleniem dla winiarzy
Około 150 osób uczestniczy w szkoleniu dla początkujących winiarzy i osób, które chciałyby nauczyć się uprawiać winorośl oraz produkować wino. (wyborcza.pl) Wielka Majówka w lubuskich winnicach! Od soboty 28 kwietnia do 3 maja swoje podwoje otwiera osiem lubuskich winnic. (zielonagora.gazeta.pl) Biedronka bada winiarskie preferencje Polaków Wyniki badań przeprowadzonych na zlecenie sieci dyskontów pokazują, że wino jest na drugim miejscu wśród preferowanych przez dorosłych konsumentów trunków. (pieniadze.gazeta.pl) Chcesz zrobić dobre wino? W maju na Podkarpaciu trzy dni bezpłatnych szkoleń dla początkujących winiarzy. (rzeszow.gazeta.pl) |
||||||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||||||||








Blog Ewy Rybak
Blog Tomasza Prange-Barczyńskiego
Blog Ewy Wieleżyńskiej
Blog Andrzeja Daszkiewicza

