|
Dobrze powiedziane Do gotowania używam wina. Czasem nawet dodaję je do potraw. W. C. Fields, amerykański satyryk i aktor komediowy
Promocja!
Magazyn Wino
01-510 Warszawa
|
A
A
A
Archiwum Magazynu WINO Polscy winiarze. Podwójne życie Płochockich 29-01-2011 Tomasz Prange-Barczyńskidrukuj
Gdy w październiku [2009 - przyp. red.] zaczęło lać, a czwartek okazał się jednym z niewielu bezchmurnych dni, Marcin wisiał na telefonie i wydawał polecenia zaprzyjaźnionym rolnikom z podsandomierskiego Daromina. O szesnastej wsiedli z Basią w samochód, by wieczorem być w winnicy. Dopilnowali zwożenia owoców, a w piątek o ósmej rano byli z powrotem w Warszawie. W pracy. Spotykamy się w podwarszawskich Siedliskach w mroźny, styczniowy wieczór r. 2010. To ciągle dom Płochockich. Dom i winiarnia w jednym. W piwnicy dwa ekstremalnie czyste pomieszczenia oznaczone zgodnie z wymogami urzędników, pełne policzonych co do sztuki butelek, kilkusetlitrowych kadzi projektu Marcina wykonanych przez znajomego fachowca, a na regałach i podłodze kolekcja pełnych, szklanych gąsiorów. Kiedyś Marcin powiedział, że idzie „na pół godzinki” umyć gąsiory; znikł na cały dzień – utyskuje Basia. Następnego dnia w piwnicy ma się pojawić urzędnik z referatu Szczególnego Nadzoru Podatkowego. Cel wizyty nie jest jasny, ale jeśli wypadnie pomyślnie, do sprzedaży trafią być może kolejne wina Płochockich. Na razie można je kupić w jednym warszawskim sklepie i dwóch hotelach. I tak nieźle – to w końcu jedne z pierwszych rodzimych butelek, które przebiły się przez urzędniczy mur. Czarny koń
W czasie I Konwentu Polskich Winiarzy w Warszawie w 2006 r. stolik Płochockich był oblegany, a ich wina rozchwytywane. Mało kto spodziewał się w polskim winie takiego charakteru, równowagi i czystości. Basia i Marcin pokazywali wtedy swój „dziewiczy” rocznik z winnicy Glinik pod Jasłem. Był kwiecień 2002 r. gdy przyszła im do głowy myśl, by stworzyć sobie alternatywę. Miejsce na wsi, najchętniej na Mazurach. Oboje kończyli szkołę ogrodniczą, potem ona studiowała ochronę środowiska, on kierunek rolniczy. Odskocznia na prowincji wydawała się zatem czymś naturalnym, spokojnym miejscem na przyszłość. Marcin miał koło domu kilka krzewów „deserówki”, ale nie myślał serio o winiarstwie. Jednak przez swoja skłonność do perfekcjonizmu także tę niewinną uprawę traktował na tyle poważnie, by trafić na internetową stronę Romana Myśliwca. Na spotkanie do „polskiego Dionizosa” właściwie się wprosili. Miesiąc po wizycie w Winnicy Golesz pod Jasłem kupowali opodal własne gospodarstwo. Następnej wiosny sadzili pierwsze 400 krzewów – kupione od Myśliwca sadzonki sibery, seyval blanc, bianki, ronda i muszkatu. Dzień przed nasadzeniami w przyszłej winnicy, po wiosennej burzy leżał jeszcze śnieg. Pracowali w błocie. Używali ręcznego świdra, uklepywali obornik. Pięciu osobom udało się pierwszego dnia posadzić 80 krzewów. Dziś dochodzą do tysiąca sztuk dziennie. Roman przyznał, że nie potraktował ich z początku poważnie. Ot, para narwańców z Warszawy. Gdyby wiedział, jak bardzo będą zdesperowani, poświęciłby może więcej czasu na wyszukanie lepszego siedliska. Glinik to łagodne, gliniaste zbocze w niewielkiej dolinie. Na działce stoi stuletni dom. Czasem boją się, że zawali się im na głowę. Teraz rośnie tu 1200 krzewów winorośli. Płochoccy zdają sobie sprawę z ograniczeń tej działki. Największym problemem jest jednak odległość od Warszawy. Gdy winiarstwo wciągnęło ich na tyle mocno, by przestać traktować je tylko jako niegroźne hobby, zaczęli dzielić swój czas na pięciodniowy okres „warszawski” i weekendy w winnicy. Podróż z Siedlisk do Glinika i z powrotem to jednak 700 km. Do pokonania w każdy weekend – zdecydowanie za dużo. Domek z kartonu
Marcin obraca w dłoniach papierowy model przyszłej winiarni. Tu będzie sala degustacyjna, tu kilka pokoi agroturystycznych. Tu umieścimy prasę, a tu będą stały kadzie. Deklaracje brzmią poważnie. Po sukcesie pierwszego rocznika (2005) zaczęli poważnie myśleć o sprzedaży wina, choć w tamtych czasach wydawało się to równie nierealne, jak w grudniu 1988 r. upadek komuny. Szybko zrozumieli, że jakość będzie wynikała ze skali produkcji, bo ta zmusi ich do inwestycji w sprzęt. Działkę w Darominie pod Sandomierzem kupili na przełomie 2005 i 2006 roku: czterohektarowy płaskowyż o południowej wystawie; jedno z ładniejszych pól we wsi, zwarte, niemal na planie kwadratu. Decyzje przyspieszyła informacja, że na winnicę można dostać dofinansowanie z Unii. I jeszcze to, że obok naszej działki rośnie i owocuje sad morelowy. To naprawdę świetne miejsce, choć gdybyśmy mieli więcej czasu, wybralibyśmy lepiej – dodaje Marcin. W Darominie wiedzieli, że muszą działać perspektywicznie. Z początku posadzili 2 tys. krzewów na połowie hektara, ale ogrodzili cztery, a słupki i druty przygotowali na hektar. Oprócz odmian, które znali z Glinika, dosadzili regenta i traminera, znane z Węgier cserszegi fűszeres. W planach mają więcej Vitis vinifera – może białe pinoty. Oboje przyznają, że muszą spróbować – stanowisko na to pozwala. Lessowa gleba w Darominie jest zdecydowanie lżejsza od gliny pod Jasłem. To dobrze – mówi Marcin – Nie jestem pewna odpowiada Basia. Jeszcze nie do końca rozpoznali podglebie; przypuszczają, że pod warstwą lessu jest prawdopodobnie żwir. Po inwestycji w ziemię przyszła kolej na sprzęt. Marcin pracuje na co dzień w branży spożywczej, ale w dużej mierze zajmuje się efektywnością produkcji. Niedostatek narzędzi powoduje brak efektywności. Dlatego gdy stulitrowa koszowa prasa przestała wystarczać, zamiast kolejnej „setki” czy „dwusetki” Płochoccy kupili przez niemieckiego eBaya używaną prasę z napędem elektrycznym o pojemności półtora tysiąca litrów. Dwa życia O konieczności podjęcia kluczowych decyzji mówili mi już półtora roku temu. Życie w sezonie wegetacyjnym to właściwie dwa życia. Opanowali je do perfekcji. Są sprawni. W piątek o szesnastej żegnają się na weekend z pracą. Wpadają do domu coś zjeść – i w drogę. W sezonie poza winnicą spędzają może dwa weekendy. A w poniedziałek znów do warszawskiej roboty. Śmieją się, gdy znajomi z pracy podtykają im gazety z artykułami o „winie Płochockich”. Po kilku latach to podwójne życie zaczęło im jednak ciążyć. Z jednej strony są pewni, że w końcu nadejdzie chwila, gdy trzeba będzie zdecydować. Z drugiej – odwlekają ten moment. Wiosną rusza budowa w Darominie. Domek z kartonu stanie się domem murowanym. Ja na pewno nie zostawię wina samego w piwnicy 170 km od Warszawy – deklaruje Marcin, choć po chwili przyznaje, że nie jest pewien, czy już nadszedł moment, by ostatecznie rzucić pracę i z winiarza weekendowego stać się pełnoetatowym. Ta perspektywa jest kusząca. W pracy jestem trybem w maszynie, w winnicy sam sobie panem. Nawet jeśli Daromin przekroczył granicę odprężenia i hobby, to praca w winnicy daje psychiczny relaks, choćby przez to, że nie ma tam zasięgu komórki – mówi Marcin. Na razie Płochoccy wystawili na sprzedaż około 2 tys. butelek wina. Sukces lub porażka tej operacji dadzą im odpowiedź na pytanie, czy nadszedł już moment, by całkowicie poświęcić się winu. Biznesowo są na to gotowi. Plany zostały wyrysowane tak, by zarobić na życie. Zwłaszcza, jeśli potrzeby tak naprawdę ograniczają się do tego, by coś zjeść, umyć się i posiedzieć w cieple – śmieje się Marcin. Winnica leży raptem 16 km od Sandomierza. Na rynku można by postawić busik, który woziłby turystów na degustację. A ja zacznę robić także sery – deklaruje Płochocki. 21-letni syn studiuje technologię żywności i deklaruje wstępne zainteresowanie winiarstwem. No tak, ale gdyby i on chciał żyć z winnicy, trzeba by znowu dokupić ziemi – załamuje ręce Basia.
Żwawy zweigelt Marcin przeszedł kilka szkoleń winiarskich w Austrii i w Niemczech. Uczniem jest pilnym. Z każdej podróży przywozi zeszyty notatek. Czyta, a w winiarni chętnie eksperymentuje. Skoro udało się w kontrolowany sposób sprowokować i przeprowadzić fermentację jabłkowo-mlekową win białych, skoro z powodzeniem wina dojrzewają na osadzie, jeśli udają się kupaże, to czemu nie pójść za ciosem. W piwnicy w Siedliskach degustujemy wina z rocznika 2009. Dla Płochockich był udany, jak niemal dla całej winiarskiej Europy. Rześkie rosé, nerwowy zweigelt, krągłe, pełne koloru rondo. Aromatyczne, cieliste, intrygujące wina białe z wyraźną mineralną podbudową. Gdyby nie widok kolorowych balonów, można by pomyśleć, że jest się w „prawdziwej” piwnicy. Chociaż piwnica Płochockich jest prawdziwa, nawet jeśli wciąż mała i ciasna. Za to wysprzątana tak, że jeść można z podłogi. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nawet w tym tymczasowym wnętrzu wszystko zostało do końca przemyślane. Papierkowa robota, konieczność opowiadania się z każdej operacji w piwnicy dwóm instytucjom, i to z wyprzedzeniem 2–3 dni, odbiera im połowę radości. Chociaż przyznają, że generalnie spotykają się z pozytywnym nastawieniem urzędników do ich przedsięwzięcia, pomimo, że dla wielu są pierwszym i jedynym podmiotem wyrabiającym wino z własnych winogron. Za to miejscowi z Daromina, którzy pomagają w winnicy, coraz bardziej się wciągają. Choć na początku traktowali Płochockich i ich „winogron” jak nieszkodliwych, acz pożytecznych wariatów, to teraz pytają, czy oby kiść winogron nie lepiej brać w rękawiczce i odnoszą się już do tej rośliny z dużą atencją.. Po degustacji rocznika 2009 wiem, że dzień, w którym Basia i Marcin wyniosą się z Warszawy jest bliski. Tych win nie sposób nie docenić – są intrygujące, mineralne, z roku na rok ciekawsze, bogatsze, lepiej zrobione. Także po prostu smaczne i to nie tylko „jak na polskie wino”. Nie ma jeszcze komentarzy na Forum | Dodaj nowy wątek
|
Sytuacja Biodynamiczna Jutro: 23 maja 2012 Do 11 czas Korzenia, od 12 do 15 czas Kwiatu, od 16 czas przejściowy. Dziś: 22 maja 2012 Przez całą dobę czas Korzenia. Wczoraj: 21 maja 2012 Do 14 czas przejściowy, od 15 czas Korzenia. Objaśnienia
Najnowsze wpisy na blogach Francja na stojąco Ostatnio na łamach portalu Magazynu Wino pisaliśmy, że Francuzi rozpoczęli szeroko zakrojone działania marketingowe, mające promować ich winiarstwo na...
Côtes de Bourg czyli pijmy bordeaux Stephen Brook w „Bordeaux – People, Power and Politics” z 2002 r. twierdzi, że wielu ludzi uważa, iż regiony takie jak Bourg czy Blaye leżą... Nie pisz o grignolino
Ciepłego majowego popołudnia zwiedzaliśmy z A. piwnice Castello di Neive. Wła Prasówka 47 Pół roku temu pisałem w jednej z wiadomości ze świata, że laureat nagrody Nobla z fizyki, astrofizyk i kosmolog Brian Schmidt, jest jednocześnie... Kalendarz imprez Najbliższe: Objaśnienia: Nie widzisz tu Twojej imprezy? Napisz do nas!
Podkarpackie: duże zainteresowanie szkoleniem dla winiarzy
Około 150 osób uczestniczy w szkoleniu dla początkujących winiarzy i osób, które chciałyby nauczyć się uprawiać winorośl oraz produkować wino. (wyborcza.pl) Wielka Majówka w lubuskich winnicach! Od soboty 28 kwietnia do 3 maja swoje podwoje otwiera osiem lubuskich winnic. (zielonagora.gazeta.pl) Biedronka bada winiarskie preferencje Polaków Wyniki badań przeprowadzonych na zlecenie sieci dyskontów pokazują, że wino jest na drugim miejscu wśród preferowanych przez dorosłych konsumentów trunków. (pieniadze.gazeta.pl) Chcesz zrobić dobre wino? W maju na Podkarpaciu trzy dni bezpłatnych szkoleń dla początkujących winiarzy. (rzeszow.gazeta.pl) |
||||||||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||||||||||










Blog Ewy Rybak
Blog Tomasza Prange-Barczyńskiego
Blog Ewy Wieleżyńskiej
Blog Andrzeja Daszkiewicza

