Wydarzenia


Alzackie blaski i cienie. Festiwal Win Alzackich w Warszawie

26-08-2009


fot. Leon Béyer

 

Wojciech Bońkowski

Alzacja nie daje o sobie zapomnieć. Po roku ponownie zaprosiła na prezentację swych win dostępnych w Polsce.

W warszawskiej restauracji Forteca staraniem syndykatu winiarzy alzackich CIVA i polskiego oddziału Sopexa odbyła się druga już edycja Festiwalu Win Alzackich (połączona – ta innowacja zasługuje na pełną aprobatę – ze sprzedażą prezentowanych butelek po cenach promocyjnych).

Wina alzackie są w Polsce zdecydowanie zbyt słabo obecne. Co prawda warszawska prezentacja mogła stworzyć złudne wrażenie, że z tą obecnością nie jest tak źle – spróbować można było butelek od wielu liczących się w tym regionie winiarzy, a także wielu win mniej lub bardziej niedrogich – lecz trafia do nas co roku zaledwie 80 tys. butelek. Tyle produkuje niewielka rodzinna posiadłość, zatem wypada ponowić apel o częstsze picie win alzackich, jednych z najbardziej odpowiednich do naszej słowiańskiej kuchni i naszego środkowoeuropejskiego życia towarzyskiego.


Winnice pod zamkiem Kaysersberg | fot. WB

Trzeba jednak powiedzieć, że Alzacja nie zawsze ten apel w sposób skuteczny wspomaga. Pisaliśmy już w Magazynie WINO wielokrotnie o problemach tego regionu, takich jak nadprodukcja, zła lokalizacja wielu winnic czy nadmierna liczba win słodkich i półsłodkich, nie informujących o swej słodyczy na etykietach. Lipcowa degustacja ujawniła jeszcze jednego trupa w szafie – słabiutką jakość win z dolnej półki. Spółdzielnie i supermarketowi hurtownicy zaprezentowali kilkadziesiąt kompletnie bezbarwnych win, a zapłacenie na nie po 40–50 zł za butelkę może trwale zniechęcić nie tylko do Alzacji, lecz do picia wina w ogóle.

Wśród innych kamyczków do (tym razem krajowego) ogródka wspomnieć trzeba o kulawej organizacji imprezy – fatalnym zaopatrzeniu w lód (który wszak na prezentacji regionu produkującego 90% win białych jest artykułem pierwszej potrzeby) i niezbyt poważnym podejściu wielu importerów, którzy przynieśli do otwarcia po jednej butelce każdego wina, a wczesnym popołudniem po prostu zrejterowali zostawiając gościom widok pustych stołów. Rozczulił mnie szczególnie jeden importer z południa Polski, który nie miał nie tylko lodu, lecz nawet korkociągu i swój udział w degustacji ograniczał do dumnego prezentowania zamkniętych butelek. Inni dobrym polskim zwyczajem w ogóle się nie pojawili – jak choćby polscy importerzy dwóch najważniejszych alzackich domów, Hugel i Léon Beyer.

Dosyć narzekań, oto parę rekomendacji. Nie zawiódł jeden z większych producentów alzackich – Domaines Schlumberger (importer: Wine4You) z pysznym, cytrusowym Pinot Gris Grand Cru Kitterlé 2005 na czele (choć dostępne w Polsce roczniki tańszych win pilnie wymagają odświeżenia), a wśród innych tuzów nie sposób było ominąć Trimbacha (importer: Sommelier) ze słynnym Rieslingiem Cuvée Frédéric-Émile 2001. To dość kontrowersyjne, bardzo kwaśne wino znalazło swoich zwolenników dzięki wyrazistej mineralności; dla mnie zabrakło to materii.

Ciekawiej było w sumie u producentów mniej znanych, lecz starannie wybranych przez inteligentnych importerów. To przypadek Guy Wacha (Vinarius), którego solidna gama – od prostego Clevnera 2007 po znany już Czytelnikom Magazynu WINO z zeszłorocznej Gali Grand Prix Riesling Kastelberg Vieilles Vignes 2007 o świetnej owocowości – stanowi idealny wstęp do alzackiej problematyki. To także przypadek Domaine Meyer-Fonné (importer: DST Trading), producenta o podziwu godnej regularności nawet w peryferyjnych kategoriach – Crémant d’Alsace Brut Extra czy Pinot Blanc Vieilles Vignes 2007 to znakomite butelki, a słodkawy Pinot Gris Hintenburg de Katzenthal 2006 jest podręcznikowym przykładem swego szczepu w ambitnym wydaniu.

Poszukiwania mniej znanych, ciekawych producentów dały też świetny skutek w przypadku importera 101win.pl. Agathe Bursin to zdolna alzacka młódka, której wina stały się już we Francji kultowe. Moje wrażenia były tym razem dużo lepsze, niż parę miesięcy temu w ramach magazynowego panelu alzackiego: podstawowe L’As de B 2007 jest świeże i wyważone, Sylvaner 2007 – ambitny, skoncentrowany, z – co dziwne w tym szczepie – lekkim cukrem resztkowym; na polecenie zasługuje też Pinot Gris 2007. Laurent Barth proponuje styl strzelistszy od Bursin, oparty na kwasowości (to rzadkość dziś w Alzacji); obok polecanego przez nas już Muscat 2007 wyróżnił się Riesling Récoltes Nomades d’Éguisheim 2007, ciekawe wino z gron skupowanych (własne w 100 proc. wybił Barthowi w 2007 grad).

Ciekawie było przy stoliku gliwickiego importera Korek, specjalizującego się w Alzacji właśnie. Choć zabrakło najgłośniejszych nazwisk z jego katalogu (Weinbach, Zind-Humbrecht, Kientzler), były wina sławnego Seppi Landmanna, choć degustowanie ich w 16oC wśród dziesiątek innych smaków było z pewnością krzywdzące (krzywdę najlepiej zniósł Gewurztraminer Vallée Noble 2007). Korek proponuje wina alzackie na różnych poziomach cenowych, nie wszystkie jednako ciekawe, lecz ich różnorodność stylistyczna sprawia, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Sensualiści wybiorą oleistego, syropowego wręcz Gewurztraminera Eischberg 2007 od Paula Ginglingera, protestanci – zielono-mineralnego Rieslinga 2007 od Bruno Sorga, klasycyści – wyważonego jak symfonia Haydna Gewurztraminera Spiegel 2007 ze znanego Domaine Dirler-Cadé.


Jean Louis Mann, odkrycie degustacji | fot. WB

Największym odkryciem degustacji były niewątpliwie wina Jean-Louisa Mann (importer: Impresja). Ten pracujący na własny rachunek od 1998 r. winiarz należy do nowego pokolenia alzackiego, które rozsławiło ten region na całym świecie. Ekologiczna uprawa, unikanie szaptalizacji i sztucznych drożdży, staranna winifikacja owocują winami dopracowanymi w każdym calu. Styl jest wytrawny, czysty, mineralny, szczególnie odpowiedni dla rieslinga, a także dla muscat i sylvanera, który w winie Vieilles Vignes 2007 osiąga jedno z najlepszych dostępnych w Polsce wcieleń. Szczególnie podobały mi się wina z półpóźnego zbioru zwane zbiorczo Cuvée Fabienne & Jean-Louis (Riesling i Pinot Gris 2006), a także Gewurztraminer Grand Cru Pfersigberg 2005, szczodrze owocowy, ale unikający tak powszechnej wszak przy tym szczepie przesady. Jean-Louis Mann to przykład tego, co w winiarskiej Alzacji najlepszego. I na tym warto się nam, Polakom, skupić.

Tekst ukazał się w numerze 39 (3/2009)