|
Dobrze powiedziane Wąchając korek nie dowiemy się niczego o winie - nie sprawdzamy jakości butów wąchając skarpetki. Matt Kramer, dziennikarz
Promocja!
Magazyn Wino
01-510 Warszawa
|
A
A
A
Archiwum Magazynu WINO Noc Świętego Jerzego 08-06-2010 Marek Bieńczykdrukuj Jest karnawał, trzeba się śmiać. Więc się śmieję, przeglądając listy do redakcji w jednym z numerów „Decantera”. Ależ się towarzystwo rozpisało, jakby nowa energia wstąpiła w czytelników, istny szał. A wszystko z powodu tematu, który wywołał większe emocje niż cokolwiek: naszej butelki w obcym domu. A ściślej: butelki, którą zanosimy na przyjęcie i której gospodarz nie otwiera. Z braku wychowania, z wyrachowania, ignorancji, z innych powodów. I co my na to? Co my na to, którzy przygotowaliśmy świetną flaszkę i ruszyliśmy żwawym krokiem przed siebie? Zapukaliśmy, weszliśmy, wręczyliśmy butelkę, zasiedliśmy do stołu, wypiliśmy jeden kieliszek jakiegoś niewysłowionego domowego sikacza, drugi… a naszej butelki jak nie ma, tak nie ma. I – w końcu to pojęliśmy – nie będzie? Co zatem robić? Co robić, towarzyszu Lenin? 6% biorących udział w ankiecie czytelników „Decantera” odpowiada: „Udaj, że się źle czujesz i zmykaj do domu”. 31% radzi: „Powiedz: sądzę, że Saint-Julien pasowałby o wiele lepiej do tej jagnięciny – i miej nadzieję, że pojmą aluzję”. 23% uważa, że należy spokojnie powiedzieć, co się myśli o serwowanym nam winie i samemu sięgnąć po korkociąg. 40% natomiast uznaje, że trzeba przełknąć ślinę i spokojnie dotrwać do końca wieczora. W gorączkowych listach czytelnicy podsuwają jeszcze inne odpowiedzi. Niektórzy wyznają, że przed wyjściem z domu zawsze otwierają wybraną butelkę, kosztują ją i następnie tłumaczą gospodarzowi, że nie chcieli przynieść wina korkowego. Albo mówią coś w stylu: „Właśnie otworzyłem, żeby sprawdzić, czy się nadaje, i wiesz co, mój drogi, musimy się tego absolutnie dzisiaj napić”. Inni wyznają, że nigdy nie idą do kogoś z porządną butelką. Kolejny czytelnik radzi, by po przełknięciu świństwa zaserwowanego przez gospodarza, poprosić o szklankę wody i mieć oko na naszą butelkę Gruaud-Larose 1990. „W końcu – stwierdza czytelnik – zawsze odprowadza się do domu osobę, z którą się przyszło”. Jeszcze inny wyznaje, że przynosi wraz z winem, najczęściej klasyfikowanym Bordeaux, własną karafkę i stawia ją uroczyście na stole. Niemało pomysłów, lepszych i gorszych, lecz żaden z czytelników „Decantera” nie wpadł na moją metodę, którą zastosowałem dwa lata temu (również był luty i Walentynki) w Stanach. Otóż wraz z moją Panią zostałem zaproszony przez moich polsko-nowojorskich przyjaciół do ich przyjaciół, również rodaków. Ponieważ zależało im na zrobieniu dobrego wrażenia, dali mi do zrozumienia, że powinienem przyjść z czymś przyzwoitym w rękach. Tym bardziej, że gospodarze wieczoru zdążyli mnie zguglować i wypatrzyć, że w temacie wina nie wypadłem sroce spod ogona. Cóż było robić, poszedłem do dobrego jak na Nowy Jork sklepu i kupiłem dwa burgundy (w tym Nuits-Saint-Georges premier cru) Nicolasa Potela. Może nie Himalaje burgunda, ale już dobra wysokość, na której zakłada się czwarty obóz. Przyjęcie toczyło się żwawo, konwersacja dotykała wielu tematów, do kieliszków trafiało wino – tyle że wciąż nie moje. Poprosiłem przeto moją Panią, by piła więcej i szybciej, z nadzieją, że wreszcie, gdy tylko zapas zgromadzony przez gospodarza się wyczerpie, butelki Potela pojawią się wśród nas. Zaraz po moim przyjściu gospodarz z dumą pokazał mi wina, które specjalnie dla mnie kupił tego ranka, żebym mógł się poczuć w mojej winnej pasji uhonorowany. Było to jakieś – nawet dość drogie – różne modernistyczne hiszpańskie i kalifornijskie badziewie, które wobec wymarzonego (z minuty na minutę coraz bardziej) burgunda zdawały się tym, kim wydawał się sobie Woody Allen wobec Humphreya Bogarta: cieniem Goliata. Moja Pani, autentycznie skromny konsument wina, lecz dobra kobieta, opróżniała kieliszek za kieliszkiem, wywołując – jak zauważyłem – niejakie zdziwienie u przyjaciół i gospodarzy, a na twarzach nawet cień współczucia dla jej towarzysza. Ponieważ butelek gospodarza, jak zapamiętałem, było sześć, wedle moich obliczeń dałoby się jednak w jakim takim zdrowiu dotrwać do mojego Potela. Tak, byłem tego wieczora prawdziwie bezwzględny i prawdziwie spragniony burgunda; nie dawałem za wygraną, prosiłem wzrokiem moją Panią, no, jeszcze jeden. Wreszcie przyszła chwila, gdy szósta pusta butelka odpłynęła ze stołu, desery już dawno temu były za nami. Kątem oka widziałem moje burgundy na kuchennym blacie, końcem języka wspomniałem o moim zapale do win francuskich i do burgundów w szczególności, powiedziałem gospodarzowi: Jerzy, masz takie ładne imię, Jerzy, Georges zupełnie jak w moim winie. Jerzy vel Georges udał się do kuchni po siódmą butelkę. Merlot z Napy wyciągnięty z szafki z konserwami, palce lizać. Długa była noc i gwiazdy świeciły nad Nowym Jorkiem. Długa była lutowa noc przy łożu boleści mojej Pani. Czy w okolicach Walentynek mogłem dostać większy dowód miłości? I nie spać aż do rana? Długa była noc, piękny był Nowy Jork i ja tam byłem, i wina (swojego) nie piłem. Nie ma jeszcze komentarzy na Forum | Dodaj nowy wątek
|
Sytuacja Biodynamiczna Jutro: 23 maja 2012 Do 11 czas Korzenia, od 12 do 15 czas Kwiatu, od 16 czas przejściowy. Dziś: 22 maja 2012 Przez całą dobę czas Korzenia. Wczoraj: 21 maja 2012 Do 14 czas przejściowy, od 15 czas Korzenia. Objaśnienia
Najnowsze wpisy na blogach Francja na stojąco Ostatnio na łamach portalu Magazynu Wino pisaliśmy, że Francuzi rozpoczęli szeroko zakrojone działania marketingowe, mające promować ich winiarstwo na...
Côtes de Bourg czyli pijmy bordeaux Stephen Brook w „Bordeaux – People, Power and Politics” z 2002 r. twierdzi, że wielu ludzi uważa, iż regiony takie jak Bourg czy Blaye leżą... Nie pisz o grignolino
Ciepłego majowego popołudnia zwiedzaliśmy z A. piwnice Castello di Neive. Wła Prasówka 47 Pół roku temu pisałem w jednej z wiadomości ze świata, że laureat nagrody Nobla z fizyki, astrofizyk i kosmolog Brian Schmidt, jest jednocześnie... Kalendarz imprez Najbliższe: Objaśnienia: Nie widzisz tu Twojej imprezy? Napisz do nas!
Podkarpackie: duże zainteresowanie szkoleniem dla winiarzy
Około 150 osób uczestniczy w szkoleniu dla początkujących winiarzy i osób, które chciałyby nauczyć się uprawiać winorośl oraz produkować wino. (wyborcza.pl) Wielka Majówka w lubuskich winnicach! Od soboty 28 kwietnia do 3 maja swoje podwoje otwiera osiem lubuskich winnic. (zielonagora.gazeta.pl) Biedronka bada winiarskie preferencje Polaków Wyniki badań przeprowadzonych na zlecenie sieci dyskontów pokazują, że wino jest na drugim miejscu wśród preferowanych przez dorosłych konsumentów trunków. (pieniadze.gazeta.pl) Chcesz zrobić dobre wino? W maju na Podkarpaciu trzy dni bezpłatnych szkoleń dla początkujących winiarzy. (rzeszow.gazeta.pl) |
||||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||||||








Blog Ewy Rybak
Blog Tomasza Prange-Barczyńskiego
Blog Ewy Wieleżyńskiej
Blog Andrzeja Daszkiewicza

