Wino w kuchni Sery, oliwy i inne smakołyki


Argentyńskie kulinaria. Nie tylko wołowina

23-11-2009

Mariusz Kapczyński



fot. MK

 
W Argentynie niełatwo znaleźć potrawy typowe dla jej rdzennych mieszkańców. Wpływy zamieszkujących kiedyś te ziemie ludów Keczua, Mapucze i Guarani daje się wprawdzie zauważyć, ale pozostają one w cieniu. Kuchnia argentyńska to dziś tygiel międzynarodowy, przede wszystkim włosko-hiszpańsko-francuski.

Kto ceni prostą kuchnię i szuka ech potraw „indiańskich”, powinien udać się na północ lub w bardziej oddalone od miejskich obszarów prowincje, które zachowują jeszcze swój pierwotny, nieco wiejski charakter i takiż sam rustykalny, nieokrzesany styl kuchni.

Argentyna jest poważnym producentem żywości – kukurydzy, pszenicy, fasoli, soi i mleka. Jednak na pierwszym miejscu jest mięso, przede wszystkim wołowina.

100 kg narodowej dumy

Wołowina to w Argentynie pożywienie nr jeden. W wielu domach jest na stole podczas śniadania, obiadu i kolacji. Spożycie na głowę wynosi niemal 100 kg rocznie. Argentyńczycy są tym samym godnymi następcami przodków – źródła historyczne wskazują, że roczne spożycie wołowiny na tych ziemiach w XIX w. mogło wynosić nawet 180 kg per capita.

Podstawą przygotowania wołowiny jest zazwyczaj ruszt (asado) i sprawujący nad nią pieczę mistrz. Na rożen trafić mogą steki, żeberka, kiełbaski (chorizo), rodzaj kaszanki (morcilla), ale też kawałki jagnięciny, baraniny, w akompaniamencie dużej ilości ziół i czosnku (choć rzadko przygotowuje się w Argentynie dania bardzo pikantne). Na stole pojawiają się także bakłażany, pomidory, oliwa, ziemniaki i rozmaite pieczywo. Argentyna to również pierożki nadziewane mięsem (empanadas), jadane zazwyczaj rękoma.

Ze słodkich przekąsek popularne są esencjonalne alfajores – ciasteczka złożone z dwu biszkoptów przełożonych karmelem (miodem, konfiturą, dżemem) i zatopione w białej lub ciemnej czekoladzie. Popularne są lody i sorbety.

Niezłe ziółko


Tradycyjny sposób konsumpcji mate | fot. MK

Wino ma w Argentynie swoje należne miejsce. Mendoza jest jedynym miejscem, gdzie wino można dostać w McDonaldzie. Zapić big maca malbekiem? Niecodzienna to rzecz.

W Argentynie pije się też sporo piwa. Bardzo popularne jest Quilmes, ale przypadło nam do gustu także Schneider. Pierwsze browary pojawiły się w Argentynie pod koniec lat 1860. Założyli je w Buenos Aires koloniści z Alzacji, a niedługo po nich swoje browary uruchomili… Polacy. Infrastruktura i przemysł browarniczy rozwijały się bardzo dobrze i do dziś zajmują ważne miejsce na rynku.

W Argentynie pija się również cydr, likiery, brandy i wódkę wyrabianą z trzciny cukrowej (zwana caña quemada lub prościej – caña).

Nie sposób nie wspomnieć tutaj o yerba mate, którą pija się tu powszechnie – jest to napar z odpowiednio przyciętych, pokruszonych liści i gałązek ostrokrzewu paragwajskiego. Nie ma problemu z nabyciem tykiewki (mate), specjalnej słomki (bombilla) i samego zioła (yerba). Pijają ją wszyscy – podejrzani rajfurzy i wytworni biznesmeni. Także w Polsce picie mate ma już rzeszę zwolenników i nie ma kłopotu z zaopatrywaniem się akcesoria i zioła. Warto wspomnieć, że jedna z bardziej znanych i cenionych marek mate w Argentynie – Amanda – pochodząca z prowincji Misiones, produkowana jest przez firmę założoną na początku XX wieku przez rodzinę polskich imigrantów – Szychowskich.

Powrót do głównej strony "Argentyna. Nie tylko malbec"

Tekst ukazał się w numerze 38 (2/2009)