Wino płynie przez sieć
19-11-2008

Marek Popielski, właściciel 101win.pl z Egonem Müllerem | fot. 101win.pl
Dariusz Klimczak
Przykład pierwszy: 279 zł tu, 36 euro (ok. 144 zł) tam. Przykład drugi: 294,51 zł tu i 39,60 euro (ok. 160 zł) tam. Czyli o tym, czy opłaca się sprowadzać wino z zachodu przez internet. I dlaczego ta sama butelka kupowana w polskiej sieci nie kosztuje (z reguły) mniej niż w sklepie.
Pierwsze ze wspomnianych wyżej win to sauternes Château de Malle, rocznik 1999 (według opisu – „owocowo-korzenny nos, na języku sprężyste”). Francuski sklep internetowy www.1855.com sprzedaje je za równowartość 144 złotych, polski sklep www.festus.pl niemal dwa razy drożej. Drugie wino to czerwone Vosne-Romanée 2001 od Louisa Jadota („wino eleganckie, z dyskretnymi taninami i ledwie wyczuwalną kwasowością”). W sklepie www.wine4you.pl kosztuje prawie dwukrotnie więcej niż na www.1855.com.
Różnice w cenie win między Polską a Europą są na ogół na tyle zachęcające, że skłaniają do kupowania na Zachodzie. Zwłaszcza w krajach, gdzie wino od lat jest częścią kultury i codziennego życia, a przez to cieszy się większą przychylnością władz, które na przykład we Francji nie obkładają go opłatami akcyzowymi – dlatego korzystniej jest kupować wino we Francji, a nie w Holandii, we Włoszech – nie w Wielkiej Brytanii, w Hiszpanii – a nie w Szwecji. Ta metoda jest godna polecenia zwłaszcza teraz, gdy jednorazowo można na własny użytek sprowadzić 90 litrów wina. I dlatego widok miłośnika win wracającego z południa Europy, Austrii czy Niemiec z bagażnikiem wyładowanym butelkami jest coraz częstszy. Tyle, że nie każdy ma okazję wyjeżdżać tak czesto, by piwniczka była bez przerwy uzupełniana. W tej sytuacji rozwój handlu w internecie i możliwość zakupów we francuskich, włoskich czy niemieckich sklepach internetowych wydają się atrakcyjne. I tak rzeczywiście jest do momentu, w którym do sprawy nie wmieszają się urzędy: celny i skarbowy.
Akcyza, VAT i inne
Nic nie jest do końca w porządku
Takie oczekiwanie oraz niepewność co do tymczasowych losów naszych butelek kłóci się z sensem zakupów przez internet, bo przecież mają one nam czas oszczędzać. Siedząc w biurze czy w domu (oczywiście z kieliszkiem ulubionego wina) przed komputerem, w kilka minut można kupić ostatnią książkę Marka Krajewskiego, płytę zespołu Myslovitz czy wczasy na Krecie. Zaletami są: wygoda - bo kupioną rzecz przywiozą nam do domu, zazwyczaj także lepsza cena (książka, która w ksiegarni na półce kosztuje 27 zł, w księgarniach internetowych kosztuje od 22 do 25 złotych), no i zdecydowanie większy wybór.
Czy to samo dotyczy kupowania przez internet wina? Niestety niekoniecznie. Najmniej dyskusyjna jest kwestia wyboru, który w sklepach internetowych jest bez porównania większy niż w osiedlowym sklepie z winem. Skoro bowiem jedynym miejscem w Polsce, gdzie można kupić wina z leżącej we włoskim regionie Romania winnicy Zerbina (np. Sangiovese di Romagna Ceregio 1999 – 49 zł) jest sopocki sklep winiarski Festus, a jedynym sklepem sprzedającym na większą skalę wina morawskie (np. Rulandské Bilé Sur Lie z Viňarstvi Špalek – 39,50 zł) jest krakowski Klub Wina, to o ile ktoś nie jedzie akurat do Krakowa czy Sopotu, nie ma w Polsce innych możliwości kupienia tych win niż przez internet. Ale duży wybór jest dobry dla tych, którzy wiedzą, czego szukają. Brak kontaktu między sprzedawcą a klientem w sytuacji, gdy ten drugi wie o winach mało lub nic, to jedna z bolączek internetowego handlu – mówi Dominika Wojtysiak ze sklepu www.jung-lecker.pl, sprowadzającego do Polski wina z niemieckiego Palatynatu. Jej zdaniem handel winem w dużej mierze opiera się na zaufaniu, doradztwie i edukacji, a klienci często oczekują w wyborze wina pomocy. Sklepy internetowe w ograniczony sposób odpowiadają na te potrzeby – dodaje Wojtysiak.
Okazuje się, że w przypadku wina dyskusyjna może być także wygoda związana z tym, że zamawiając przez internet nie trzeba nosić butelek ze sklepu. Oczywiście zaleta sytuacji, w której butelki wina dostajemy do domu, biura, na działkę – wszędzie tam, gdzie nam najwygodniej – nie podlega dyskusji. Ale po pierwsze kosztuje to, w zależności od sklepu, co najmniej kilkanaście złotych (najczęściej jednak 20-30 zł), a po drugie, co nawet ważniejsze, w Polsce nie ma jeszcze firm kurierskich czy spedycyjnych, takich jak VIP Transport w USA, Collard & Co. we Francji i Belgii czy Chronopost w Europie, które specjalizowałyby się w transporcie wina lub przynajmniej wiedziały jak się z nim podczas przewozu obchodzić. Początkowo korzystałem z usług jednej z zagranicznych firm kurierskich – mówi Marek Popielski, współwłaściciel sklepu www.101win.pl - ale ponieważ często tłukli butelki, teraz korzystam z Siódemki. Swoje wina Popielski wysyła we własnych, mocnych kartonach, przesyłki są dodatkowo ubezpieczone, ale jak mówi „tych stłuczonych butelek szkoda”. Wojciech Woncisz, który sprzedaje wina w sklepie www.spirio.pl, podpisał z firmą kurierską TNT umowę, w której ta zobowiązała się do wyłącznie ręcznego przeładowywania jego kartonów z winem. Inny problem to niesolidność firm kurierskich. Niestety, w porównaniu z chwilą naszego wejścia na polski rynek znacznie obniżyły one poziom usług – mówi Wiktor Zastróżny ze sklepu www.festus.pl. A niedostarczony na umówioną porę okolicznościowy karton wina to nieprzyjemności i z reguły utrata klienta – dodaje Zastróżny.
Ceny raczej wysokie
Można by się spodziewać, że podobnie jak w przypadku książek, płyt czy zabawek, ceny wina w sklepach internetowych będą niższe niż w sklepach tradycyjnych. Tymczasem nie są. Koszty sprzedaży wina w internecie są takie same, jak w przypadku sklepu tradycyjnego – tłumaczy Janusz Kornecki z www.klubwina.pl. Zgodnie z polskim prawem wyłącznie internetowego sklepu z alkoholami otworzyć się nie da, koncesję dostaje się na sklep tradycyjny: z ladą i półkami, a sprzedaż przez internet może być tylko działalnością dodatkową. I tak dochodzą więc koszty wynajmu i utrzymania normalnego sklepu, do tego trzeba mieć magazyn. I to nie byle jaki, jak w przypadku na przykład książek, ale spełniający wymagania Sanepidu – dodaje Kornecki.
Jedyne, na co można liczyć kupując wino w internecie w sklepie, który jest wirtualną przybudówką do sklepu tradycyjnego, to rabaty przy większych zakupach i bezpłatna dostawa butelek do domu. W szczegółach wygląda to bardzo różnie: www.festus.pl za darmo prześle nawet jedną butelkę, w sklepie www.jung-lecker.pl transport gratis jest przy co najmniej 12 zamówionych butelkach, (dodatkowo przy 6 kupionych można tu dostać 5 proc. rabatu). W sklepie www.vinarius.pl na darmowy transport można liczyć przy zamówieniu co najmniej 12 butelek lub za kwotę wyższą niż 500 zł.
Tanio jak w Europie
Nieco inna wydaje sie filozofia cenowa sklepów z winem, które starają się działać przede wszystkim w internecie (choć zgodnie z prawem mają także sklep „normalny”). Marek Popielski z www.101win.pl stara się, by jego ceny nie odbiegały od cen na Zachodzie i na razie mu się to udaje. Austriacki Zweigelt 2004 od Heinricha kosztuje u niego 49 zł, a w wiedeńskim sklepie Wein & Co. – 11,68 euro (czyli jest tańszy tylko o nieco ponad 2 zł). Ceny te oddają filozofię zakupów Popielskiego. – Jeden klucz przy wyborze win to ich jakość, drugi – cena. Jeśli nie będę w stanie sprzedać wina w Polsce po cenie porównywalnej z tą, jaką ma na Zachodzie, to tego wina nie biorę – mówi Popielski.
Także John Borrell (www.winexpress.com.pl) stara się sprzedawać wina jak najtaniej. Twierdzi, że wina El Paso z winnicy Terramater w Chile, które sam sprzedaje po 22 zł, widział w sklepach w Warszawie po 33,50 zł. Z kolei Pinotage z winnicy Kanonkop Estate w RPA w wielu sklepach można kupić za 150-160 zł – zaś u niego kosztował tylko 98 zł.
Nieco inną drogą poszedł Wojciech Woncisz otwierając sklep www.spirio.pl. Woncisz od samego początku zakładał, że będzie sprzedawać wina niedrogie, ale dobre. Poza tym starał się, by zakupy w jego sklepie były maksymalnie proste – dlatego na pierwszej stronie nie ma podziału na wina z Francji, Hiszpanii czy Włoch. Jest za to podział na wina: białe, czerwone i różowe. I tyle. Woncisz sam wybiera wina bezpośrednio w winnicach, a jednym z warunków sprowadzenia ich do Polski jest to, by były butelkowane w kraju pochodzenia. – Nie ma powodu, by butelka dobrego wina stołowego kosztowała u nas równowartość sześciu euro, skoro w Hiszpanii kosztuje półtora – mówi Woncisz. W tej chwili w jego portoflio są wina w cenie od 10 do 35 zł. – Myślę, że w 2007 roku uda mi się zejść z ceną do 8 zł za butelkę, i to nie tylko dlatego, że mam marżę na poziomie kilkunastu, a nie kilkudziesięciu procent – mówi Woncisz.
Będzie lepiej
Czy takie podejście do sprzedaży wina się sprawdza? Przez pierwszy tydzień istnienia sklepu w Internecie sprzedałem 1200 butelek – mówi Woncisz. I pewnie dlatego w przyszłość handlu winem przez internet patrzy z entuzjazmem. Inni też, choć ich entuzjazm jest nieco mniejszy. Przez stronę www.festus.pl sprzedaje się zaledwie 2-3 proc. wszystkich win z oferty tej sopockiej firmy. Janusz Kornecki z www.klubwina.pl zauważył, że przez cały rok 2006 handel przez internet cieszył się coraz większym powodzeniem i w tej chwili stanowi około 25 procent asprzedaży. Marek Popielski, którego witrynę www.101win.pl odwiedza średnio 100-150 osób dziennie, z czego tylko niewielki procent dokonuje zakupów, wierzy jednak, że rynek ten będzie się dalej rozwijać. Wierzy, bo widzi co stało się z niemieckim sklepem internetowym www.vinos.de. W pierwszym roku funkcjonowania tego sprowadzającego wina z Hiszpanii sklepu zakupy robiło ledwie 5-10 procent osób wchodzących na jego strony, dzisiaj jest to już 30-40 procent. Zakładam, że w Polsce trend będzie podobny – mówi Popielski.



