Archiwum Magazynu WINO Archiwum wydań Numer 42 (6/2009) Artykuły


Winiarze roku 2009: Sandra Tavares da Silva & Cristiano van Zeller

10-12-2009

Wojciech Bońkowski



Sandra Tavares da Silva i Cristiano Van Zeller w towarzystwie redaktorów Magazynu WINO | fot. Wojtek Prokopczuk

Stały punkt na mapie doskonałości

Cristiano Van Zellera poznałem w barze najlepszego londyńskiego Hotelu Waldorf, a potem w elitarnym East India Club, gdzie jego rodzina stołuje się od paru pokoleń.

Na zapytanie anonimowego studenta piszącego przewodnik winiarski odpowiedział jeden z Wielkich winiarskiego świata. Z właściwą sobie bezpośredniością postawił na stole trzy roczniki flagowego wina Quinta do Vale Dona Maria. Czerwone wino z Douro było wtedy wschodzącą nowinką, a problematyka starych winnic tarasowych, tourigi nacional, wyciskania nogami w kamiennych basenach – czarną (dla mnie) magią. Kelnerzy East India Clubu w liberiach i kolonialny beef Madras na talerzach wzmacniali tylko poczucie onieśmielenia.

Pamiętam chwile zatopienia nosa w kieliszku, zapach jeżyn i śródziemnomorskiej makii, a na podniebieniu jedwabiste dotknięcie niewymiennej elegancji, mistrzowskie użycie beczki, skrytą pod zmysłowym owocem mineralność. Liberie i konteksty przestały mieć znaczenie. Obcowałem z nadzwyczajnym winem, przemawiającym językiem dla wszystkich zrozumiałym.

Był to pionierski okres portugalskiego winiarstwa. Zarządzający dawniej słynną Quinta do Noval Cristiano Van Zeller stanął, wraz z Dirkiem Niepoortem, Francisco Olazabalem z Quinta do Vale Meão, Francisco Ferreirą z Vallado, na czele rewolucjonistów z Douro, który ten portugalski region znany dotąd wyłącznie ze słodkiego porto w ciągu paru lat wysforowali do światowej ekstraklasy. Od rocznika 1997 wino Quinta do Vale Dona Maria wytyczało nowe ścieżki w ewolucji tego regionu. Pokazywało, że dobre, ambitne Douro nie musi epatować ekstraktem i za wszelką cenę poszukiwać mocy; że, jakkolwiek dziwnie to brzmi dla niewprawnych uszu, można mówić o Douro "burgundzkim".

U boku Cristiano pojawiła się młoda enolożka Sandra Tavares da Silva. Pod jej midasowym dotykiem Vale Dona Maria rosła w siłę, po wybitnym roczniku 2000 każdy kolejny był lepszy. Jej winifikatorską klasę potwierdzały także butelki z rodzinnej posiadłości Chocapalha w regionie Estremadura, gdzie wybitnych win nie było wcześniej wcale.

Minęły lata. O Douro dowiedzieli się wszyscy, region porównywano do Prioratu, Ribery del Duero i innych gwiazdorów światowego winiarstwa, aż porównania wyświechtały się i zaczęto mówić po prostu: Douro.

Klub Douro Boys pod współprzewodem Van Zellera nazwano już najlepszym na świecie. Sandra Tavares obok Chocapalhi zaczęła robić wraz z mężem, Jorge Serôdio Borgesem, również enologiem, wina Pintas, wyznaczając m.in. nowe standardy wina białego w Douro.

Również w Polsce wiele się zmieniło. Powstały winiarskie magazyny, otworzyły się sklepy, a na obiadowym polskim stole stanęły wśród toskańskich i egerskich również wina z Douro. Procentowy udział tourigi nacional czy wpływ wyciskania gron nogami na strukturę garbnikową przestały być czarną magią. Z degustacji wirtualnych i wyrywkowych przesiedliśmy się na pionowe i panelowe. Na jeden z tych ostatnich otworzyliśmy butelkę Quinta do Vale Dona Maria 2007. Odnalazłem w niej nuty śródziemnomorskiej makii, mistrzowskie użycie beczki i ową niewymuszoną elegancję człowieka silnego, jakim jest Cristiano Van Zeller. Świat się zmienia, lecz pewne rzeczy pozostają takie same. Quinta do Vale Dona Maria jest taką niezmienną wartością w magmatycznym świecie wina. Myślę o tym z podziwem i wdzięcznością.

Powrót do strony głównej "Grand Prix 2009 Magazynu WINO"