Archiwum Magazynu WINO
Felietony
Opinie
Tradycja! Tradycja?
15-12-2009
Janusz Walczak
To słowo pada dość często w branży winiarskiej. Przydaje wartości, jak choćby w inskrypcji méthode traditionnelle na winach musujących. Napis nie czyni z nich wprawdzie krewniaków (bo jednak “krew“ inna), ale przynajmniej powinowatych szampanów. Winiarze i handlowcy mówią nam o tradycyjnych szczepach, kupażach. Powtarzamy to za nimi automatycznie.
Na rzeczywiste znaczenia tego terminu w winiarstwie moją uwagę zwrócił wykładowca z Centrum Badań Enologicznych z Montpellier mówiąc, że na miano tradycji nie zasługuje zwyczaj lub sytuacja trwająca nawet kilkadziesiąt lat. Słowa te padły podczas prelekcji i nie miałem możliwości dopytać się, jaki czas uważa za niezbędny do powstania tradycji. Jednak zainspirowany w kolejnych rozmowach z winiarzami na dźwięk trzysylabowego słowa niezmiennie pytałem, ile owa tradycja sobie liczy.
Przynosiło to interesujące informacje. Węgry „królestwem kékfrankosa” okazały się być po prawdzie dopiero od II Wojny Światowej. Wcześniej dominowała tu uprawa białych odmian, a z czerwonych w wielu regionach najpopularniejsza była kadarka. Sześćdziesiąt lat może wydawać się długim czasem. Trzeba jednak pamiętać, że mówimy o winiarstwie. Od razu przypomina mi się pewna warszawska prezentacja win alzackich. Próbowanie win u niektórych winiarzy składało się niejako z dwóch części. Pierwsza dotyczyła win wyeksponowanych na stole, druga następowała w wyniku toczonej podczas degustacji rozmowy. Jeśli nawiązywała się nić porozumienia i sympatii, właściciel wyciągał z pod stołu wina z 50–60 letnich krzewów. W tym kontekście półwiecze ekspansji upraw jednej z odmian winorośli nie robi już takiego wrażenia. Zwłaszcza, że obsadzenie winnic, zebranie doświadczeń i oszlifowanie win wymaga wielu dodatkowych lat.
Nie chciałbym jednak, aby moje słowa cokolwiek ujmowały zjawiskom, które jeszcze za naszych czasów lub w następnym pokoleniu mogą stać się pełnoprawną tradycją. Po prostu takie uściślanie lat nadaje właściwą proporcję. Jak choćby w przypadku rodu Fehérvári gospodarującego na stokach góry Somló, który swoje tradycje może wyprowadzić z XIII wieku.
Pozostaje pytanie, co w winiarstwie powinno być nazywane tradycją. Powiedziałbym, że tradycja zaczyna się rodzić się wtedy, gdy umiera ostatni winiarz, który mógł pamiętać jej poczęcie. Jeśli w kolejnych pokoleniach pojawią się następcy chcący ją rozwijać, udoskonalać i dzięki nim okaże się odporna na przeciwności, chwilowe mody, wtedy staje się pełnoprawną tradycją. Nie wyznaczałbym więc jej powstania latami, ale przede wszystkim tym, co leży u podstaw winiarstwa i jego wkładu w kształtowanie kultury – przekazywaniem doświadczeń pomiędzy pokoleniami. To chyba najlepiej oddaje nie tylko czas, ale i sens powstania tradycji.