Świat Chorwacja


Skarby z Dalmacji

21-12-2009

Andrzej Daszkiewicz



Branimir Cebalo z żoną | fot. AD


„Mały kraj na wielkie wakacje” – takim sloganem reklamuje się od kilku lat Chorwacja. Dodajmy, ze mogą być to wielkie wakacje winiarskie, pod warunkiem, że podróżny zada sobie trochę trudu i miast eksploracji półek z winami w „zwykłych” sklepach poszuka porządnych winiarni. Jakich...?

O winach z Dalmacji pisał już Tomek Prange-Barczyński niespełna dwa lata temu (Magazyn WINO 4/2004). Od kilku lat spędzam tam niemal każdy sierpień, ale że pobyty te mają zdecydowanie wakacyjny charakter i nie mogę męczyć rodziny zbyt intensywną eksploracją dalmackiego winiarstwa, nie miałem pewności, czy nie kryje się tam jakiś skarb, którego jeszcze nie odkryłem, jakiś kolejny mistrz plavaca czy pošipa. Nie mogłem więc przegapić chorwackiej ekspozycji na ostatnich targach ProWein. Po degustacji wszystkich prezentowanych tam win z Dalmacji wiem wciąż tyle samo. Dobre są oba wina robione pod marką Mijlenko Grgićia, choć już bez jego osobistego udziału (z uwagi na zaawansowany wiek i nienajlepszy stan zdrowia od kilku lat nie opuszcza Kalifornii). Przypadł mi do gustu zwłaszcza pošip z roku 2004 z winnic położonych na Korčuli, choć i plavac mali z półwyspu Pelješac z tego samego roku  zapowiada się na bardzo dobre wino. Oba wina radziłbym pozostawić w spokoju przez kilka lat: pošip z roku 2001 otwarty kilka miesięcy temu zrobił na mnie dużo większe wrażenie niż to samo wino trzy lata wcześniej.

Świetne (i niestety już dużo droższe niż kilka lat temu) wina robi Vinarija Dingać na Pelješacu, bardzo smaczny już teraz jest zwłaszcza Plavac Mali Kolekcija 2004, wino ze sporym potencjałem. Jak zwykle dużą klasę pokazuje Hrvoje Baković swoim plavacem Murvica z wyspy Brać, za to po raz kolejny nieco rozczarował mnie Zlatan Plenković, jego wina bardzo smakowały mi tak naprawdę chyba tylko raz, gdy kilka lat temu próbowałem je w jego restauracji w Svetej Nedelji na wyspie Hvar.

Degustować na miejscu

Po raz kolejny potwierdziła się więc stara prawda: po najlepsze wina z Dalmacji trzeba się osobiście wybrać w miejsce ich powstawania. Po powrocie z targów otworzyłem z przyjaciółmi kilka tamtejszych butelek, pamiątek z ostatnich wakacji. Nie ma w Dalmacji lepszego bialego wina niż to, które w Lumbardzie na Korčuli robi Branimir Cebalo z tajemniczej, rzadkiej (gdzie indziej nie występuje), bardzo trudnej w uprawie odmiany grk. Jej nazwę Cebalo tłumaczy na dwa sposoby, gdyż dwa znaczenia ma słowo grk w języku chorwackim. Po pierwsze, odmiana prawdopodobnie przywędrowała z Grecji, a Grk to Grek. Po drugie, grk znaczy gorzki i właśnie goryczka jest charakterystyczną cechą tej odmiany. Grk dobrze udaje się tylko na nietypowych, wapiennych piaskach okolic Lumbardy, choć i tu większość z kilku plantatorów ma z nim spore kłopoty. Kwiaty grka wytwarzają mało pyłku i zwykle tylko część z nich ulega zapyleniu, co daje trudne w tłoczeniu kiście z dużymi, soczystymi owocami przemieszanymi z twardymi, kwaśnymi i niewielkimi jagodami. Cebalo znalazł na to sposób, przemieszał w winnicy krzewy grka z krzewami plavaca, służącymi jako źródło pyłku. Krzewy plavaca służą też do produkcji niewielkiej ilości bardzo charakterystycznego, dzikiego, trudnego (moim przyjaciołom się nie podobało), ale i fascynującego wina czerwonego.

A najlepsze plavace? Nie mam wątpliwości, że robi je Frano Miloš z gron zbieranych w wysoko położonych winnicach we wschodniej części Pelješaca. Bywają z tymi winami problemy, zdarzają się butelki mocno skażone przez drodże brettanomyces (znajomi chorwaccy dziennikarze winiarscy narzekali, że jeszcze kilka lat temu Miloš miał w swej winiarni spore problemy, nazwijmy to, z higieną), ale gdy uda mu się nie dopuścić do rozwoju infekcji, nie tylko jego flagowe wina Stagnum robione z podsuszanych gron w trzech wersjach – wytrawnej, półsłodkiej i słodkiej, ale i podstawowy plavac mogą zachwycić niezwykłymi aromatami, zmysłową intensywnością i potężną budową. Niestety trzeba po nie pojechać do Chorwacji, a że kraj ten jeszcze przez jakiś czas pozostanie poza granicami Unii Europejskiej, i w przyszłości nie będzie łatwo winom stamtąd trafić na nasz rynek. Nie wiem jeszcze, czy i w tym roku pojadę do Dalmacji, jeśli nie, to z tym większym żalem będę otwierał nieliczne butelki, które mi jeszcze pozostały.

Tekst ukazał się w numerze 21 (3/2006)