Wino z tych pięknych gron saperavi nie ma już wstępu do Rosji | fot. WB
Andrzej Daszkiewicz
Winiarze z Gruzji i Mołdawii przeżyli tej wiosny szok. [tekst ukazał się w druku w roku 2006 - przyp. red.] Spowodowała go ogłoszona w marcu br. decyzja Gennadija Oniszczenki, głównego inspektora sanitarnego Rosji, o natychmiastowym wstrzymaniu importu win z obu krajów.
Olbrzymia część produkcji gruzińskiego i mołdawskiego winiarstwa zawsze była eksportowana do Rosji, czy to za czasów Związku Radzieckiego, czy po politycznym uniezależnieniu się dawnych republik radzieckich. W roku 2005 aż 90 proc. całego gruzińskiego eksportu wina trafiło do Rosji, a w przypadku Mołdawii wino stanowiło aż 60 proc. całego jej eksportu do Rosji.
Ogłaszając swà decyzję Oniszczenko powołał się na wyniki badań, z których miało wynikać, że połowa znajdujących się na rosyjskim rynku win z obu krajów zawiera znaczne ilości metali ciężkich oraz pestycydów, w tym zakazanego od dawna niemal na całym świecie DDT. Gdy władze Gruzji zażądały ujawnienia szczegółów badań, Oniszczenko nazwał to żądanie „arogancką groźbą, która nie stwarza warunków do konstruktywnej współpracy w rozwiązywaniu problemów”. Nie pomagają zapewnienia, że wina najlepszych gruzińskich i mołdawskich producentów bez żadnych przeszkód uzyskują wszystkie wymagane certyfikaty europejskie i amerykańskie, a niektóre z nich trafiają nawet na stół brytyjskiej królowej; strona rosyjska nie wyjaśnia też, skąd się wzięła ta nagła zmiana stosunku do importowanych win, które dotąd nie miały problemów z dopuszczeniem przez te same instytucje kontrolne na rynek rosyjski.
Zarówno strona gruzińska, jak i rosyjska podkreślają, że dużym problemem była obecność na rosyjskim rynku wielu falsyfikatów, tanich win (czy wręcz produktów przemysłu spirytusowego) produkowanych w Rosji lub sprowadzanych z innych krajów i sprzedawanych jako prestiżowe Mukuzani czy Chwanczkara, najbardziej prestiżowe marki win gruzińskich. Nie znajduje jednak odzewu apel Gruzinów, by Rosja najpierw zajęła się sprawą rosyjskich fałszerzy.
Zarówno dla komentatorów zagranicznych, jak i dla niezależnych dziennikarzy rosyjskich nie ulega wątpliwości, że zakaz jest odwetem Rosji za politykę Mołdawii i Gruzji wobec popieranych przez Rosję separatystycznych władz Republiki Naddniestrzańskiej, Abchazji i Południowej Osetii, a także za ich nieprzychylne stanowisko wobec członkostwa Rosji w Światowej Organizacji Handlu. Problem jest bardzo daleki od rozwiązania, a tymczasem blisko połowa z wszystkich mołdawskich firm produkujących wina ograniczyła lub wręcz zawiesiła jakąkolwiek działalność, podobny los czeka wiele firm z Gruzji. Rosyjski atak rykoszetem uderzył też w samych Rosjan, bo rosyjscy biznesmeni mają znaczną część udziałów w gruzińskich i mołdawskich firmach winiarskich, co więcej, połowa win i koncentratu gronowego używanego w Rosji do produkcji win musujących igristoje pochodzi z Mołdawii.
W pierwszych dniach maja wojna wkroczyła na nowy teren, Oniszczenko wstrzymał import najpopularniejszej gruzińskiej wody mineralnej Borżomi. Sytuacja wielu producentów gruzińskich i mołdawskich jest dramatyczna. Eksportująca także do Polski gruzińska firma Telavi Wine Cellar (68 proc. sprzedaży to eksport do Rosji) musiała zwolnić 45 pracowników, a pozostałym obniżyć pobory o połowę. Dramatycznie poszukiwani są nowi odbiorcy dla win gruzińskich. Eksport ruszył już do Grecji, Finlandii, Chin, wkrótce także Czech. Wymyślono już nieoficjalny slogan reklamowy, z którym winiarze mają szukać nowych rynków zbytu: „Kupujcie wina gruzińskie – zakazane w Rosji”. Rząd gruziński już podjął decyzję o udzieleniu doraźnej pomocy producentom (m.in. zwolnienie z podatków na najbliższych 6 miesięcy).
Przyjaciół poznaje się w biedzie
Wojciech Bońkowski
To nie są żarty. Bezprecedensowa, wyjątkowo cyniczna decyzja władz rosyjskich o zakazie importu win gruzińskich i mołdawskich do Rosji może okazać się dla tych krajów apokaliptyczna. Sytuację tę znamy z własnego podwórka: od wielu miesięcy nasze mięso nie ma wjazdu na teren Rosji, ponoć z powodów „sanitarnych”, choć smakuje Włochom i Anglikom. Ale dla biednych Gruzji i Mołdawii, których gospodarki w dużej części opierają się na eksporcie wina (dla Mołdawii to 50 proc. budżetu państwa!!), sytuacja jest o wiele poważniejsza.
Dlatego nadszedł czas, aby wykonać dobry uczynek. Butelka dobrego wina gruzińskiego kosztuje w polskim sklepie 25-30 zł. Suma taka nie wydaje nam się wygórowana za wino hiszpańskie czy austriackie – na łamach Magazynu WINO kilkakrotnie pisaliśmy zaś o tym, że wina gruzińskie hiszpańskim niewiele ustępują. Apelujemy – pijmy wino gruzińskie! Każda butelka wypitego przy polskim stole Mukuzani czy Tsinandali wiele znaczy dla naszych kaukaskich przyjaciół. A naszych importerów zachęcamy, by skorzystali z okazji i zainteresowali się winami gruzińskimi, których wciąż za mało na polskich półkach. Weterani pamiętają być może przyzwoite Château Slavyantsi, które Bułgarzy z wdzięczności za zbożową pomoc ofiarowana na początku lat 90-tych przez polskie władze sprzedawali nam za pół ceny, dzięki czemu polski winoman mógł to wino kupić za 8 zł. Jest okazja, by ten sukces – ludzki i handlowy – powtórzyć.
Ostatnio na łamach portalu Magazynu Wino pisaliśmy, że Francuzi rozpoczęli szeroko zakrojone działania marketingowe, mające promować ich winiarstwo na... więcej
Pół roku temu pisałem w jednej z wiadomości ze świata, że laureat nagrody Nobla z fizyki, astrofizyk i kosmolog Brian Schmidt, jest jednocześnie... więcej
Objaśnienia: ● Impreza organizowana przez Magazyn WINO ● Impreza promująca wina polskie ● Impreza promująca kraj lub region winiarski ● Impreza organizowana przez importera lub sklep ● Targi krajowe
Około 150 osób uczestniczy w szkoleniu dla początkujących winiarzy i osób, które chciałyby nauczyć się uprawiać winorośl oraz produkować wino. (wyborcza.pl)
Wyniki badań przeprowadzonych na zlecenie sieci dyskontów pokazują, że wino jest na drugim miejscu wśród preferowanych przez dorosłych konsumentów trunków. (pieniadze.gazeta.pl)