Archiwum Magazynu WINO Archiwum wydań Archiwum wydań - numer 30 (6/2007) Artykuły


Elisabetta Foradori. Renesans lokalności

08-03-2011

Wojciech Bońkowski


Jeszcze czterdzieści lat temu szczep teroldego wegetował na stu kilkudziesięciu hektarach w dwóch wioskach we włoskim Trydencie, a dekady półprzemysłowej uprawy pod dyktando odgórnego planu agronomicznego skutecznie wyprały go z własnego charakteru: należał do odmian „zagrożonych”. Dziś święci triumfy, w czym wielka zasługa naszego winiarza roku 2007, Elisabetty Foradori. W tym roku nagrodziliśmy zatem nie tylko wielkiego winiarza, ale też człowieka-instytucję, „matkę chrzestną” całego szczepu teroldego takiego, jakim dzisiaj go znamy.


Elisabetta Foradori | fot. Bornemann

Azienda Agricola Foradori założona przez ojca Elisabetty sięga początkami tych właśnie ciemnych lat sześćdziesiątych, gdy wszystkie włoskie winnice, a szczególnie te położone z dala od sławnych piemonckich i toskańskich miasteczek, produkowały wino przede wszystkim z myślą o ilości. Dobiegała końca odbudowa winnic po filokserze, instytuty badawcze w imię dobrze pojętego „postępu” selekcjonowały najbardziej wydajne i odporne na chorobę klony, którymi zapełniano nowe winnice. W winnicy pracowało pierwsze lub drugie pokolenie winiarskiego dostatku, wino osiągało niskie ceny, ale znajdowało w miarę łatwy rynek zbytu w przemysłowych miastach Północy oraz – w przypadku teroldego – rosnącej rzeszy odwiedzających Dolomity narciarzy.

Dorastało jednak nowe pokolenie winiarzy, które miało na trwałe odmienić winiarskie oblicze Italii. Nie wystarczyli mu już zimowi turyści i mediolańska lower middle class, nie wystarczyły wina lokalne w swych możliwościach i ambicjach. Młodzi gniewni do kolacji pili burgundy od Dugat-Py, na urlopy jeździli podpatrywać mistrzów rieslinga nad Renem. W Barbaresco młody Angelo Gaja pod osłoną nocy przemycał do piwnicy ojca francuskie beczki; w Chianti rosły pierwsze krzewy w winnicy Fontalloro, a w Castello di Ama sadzono chardonnay. W prowincjonalnym Trydencie Elisabetta Foradori marzyła o teroldego długowiecznym, potężnym, zdolnym mierzyć się z najlepszymi butelkami z obu stron Alp. Przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych pokazał, że jest to możliwe; jej teroldego z poszczególnych winnic (Vigneto Morei i Sgarzon – można je jeszcze znaleźć we włoskich winotekach, to wina wciąż w dobrej formie) prędko zdobyły nagrody we włoskich przewodnikach. Pojawiały się również głosy krytyczne – niżej podpisany w Magazynie WINO 1/2003 ganił teroldego za niską kwasowość i wskazywał na ograniczenia szczepu.

Elisabetta Foradori nie spoczęła jednak na laurach, a swą pracę nad teroldego wzniosła na zupełnie nowy poziom. We współpracy z Uniwersytetem Mediolańskim i słynnym ampelografem prof. Attilio Scienzą przedsięwzięła szeroko zakrojone badania teoretyczne i praktyczne nad tym rzadkim endemicznym szczepem. Badania ukoronowała pracą doktorską, obronioną w 2003 r. Na podstawie badań genetycznych wywiodła pochodzenie teroldego z obszaru południowej Dalmacji i greckiego Epiru, łącząc go w blisko spokrewnioną rodzinę z syrah, lagreinem, mondeuse, viognier i refosco.

Największe znaczenie praktyczne miało wyodrębnienie i rozmnożenie w winnicach Foradori ponad 15 starych klonów teroldego, które oparły się powojennej urawniłowce genetycznej. Wśród nich odnaleziono niezwykle cenne jakościowo biotypy o małej kiści, cechujące się niską wydajnością i bardzo dużą koncentracją pigmentów i garbników. W nieodległej lombardzkiej Valtellinie Elisabetta odnalazła również stare klony teroldego, uprawianego tu od XVII wieku pod nazwą merlina. Mają one w przyszłości dołączyć do klonów trydenckich w uprawach wieloklonowych.

Badania Foradori skokowo powiększyły naszą wiedzę o teroldego, a winiarzom dały zupełnie nowe możliwości pracy z tym unikalnym szczepem. Dowód tego dała sama Elisabetta. Od 1996 uprościła gamę swoich win, wprowadzając jedno czołowe teroldego mieszane z pięciu najstarszych winnic – Granato. Mieliśmy okazję próbować i recenzować (Magazyn WINO 1/2007) wiele roczników tego wina, uderzającego potencjałem, koncentracją, zmysłowością i szykiem. W mym odczuciu jednak przełom nastąpił w roczniku 2004, czy to za sprawą niezwykle korzystnych warunków pogodowych, czy faktu, że odzyskane stare klony teroldego osiągnęły już odpowiedni do produkcji wina wiek. Nazwane przez nas „włoskim winem dekady” Granato 2004 ukoronowało kilkanaście lat pracy Elisabetty Foradori i dowiodło ostatecznie wszystkim niewiarkom, że teroldego może stanąć w szeregu z największymi winami na naszej planecie. A przecież kto poznał Elisabettę i próbował jej win, ten nie ma wątpliwości, że to dopiero początek.
 

Tekst ukazał się w numerze 30 (6/2007)