Ponad poziomy wylatuj
2018-08-03





Czym byłaby mission impossible w Szwajcarii? Postawić tam namiot, żeby ustał.

Albo zaparkować samochód bez hamulca ręcznego. Albo postawić butelkę tak, aby nie upadła. Żarty żartami, lecz jakże często można w tej alpejskiej krainie odnieść wrażenie, że niczego nie da się tam położyć bez za-bezpieczenia, i że albo idzie się pod górę albo się schodzi, tertium non datur.

Najmocniej odczułem to w kantonie Valais; wszystko wydaje się tam istnieć w pionie, a winnice są tak stro-me, że nie zjechałby po nich nawet Ingmar Stenmark. Tak piekielnych nachyleń nie przewidział żaden nar-ciarski ośrodek dysponujący najtrudniejszymi olimpij-skimi czarnymi trasami zjazdowymi. Jeżdżę z paru znajomymi do Szwajcarii często, by dołączyć do pewnego taboru. Jesteśmy nieco jak mar-kietanki albo sępy (czytaj: dziennikarze) podążający za oddziałem. Nie byle jakim, to raczej tabór napoleoński sunący na podbój. Napoleoński: około sześćdziesięciu spośród najlepszych winiarzy szwajcarkich utworzy-ło organizację Mémoire des Vins Suisses, która raz do roku spotyka się w innym kantonie, by przedstawiać swoje wina, edukować ludność i przy okazji poznawać lepiej lokalne winiarstwo. Nad całością czuwa rada, złożona z dziennikarzy, somelierów, samych winiarzy, która dokonuje bardzo ostrej selekcji wśród nowych kandydatur; łatwiej dostać się do parlamentu niż do Mémoire; miejsc już praktycznie nie ma.

Pełen artykuł przeczytasz w najnowszym Magazynie Wino. Kup numer albo prenumeratę.