Poprzez Francję, w głąb siebie
2018-08-03





Wino potrzebuje czasu, oddechu, wyciszenia. Absorbuje całą osobowość. Jest zazdrosne o czas, o uwagę, o czułość. Nie otwiera się przed tym, kto chce wychylić lampkę w pośpiechu. Gardzi tymi, którym brak czasu, by zgłębić cały jego urok – do dna. Wino i kobieta.

Niespieszne zgłębianie kobiecej duszy i wina dokonuje się w filmie „Paryż może poczekać” (2017) do scenariusza i w reżyserii Eleanor Coppoli, żony słynnego Francisa Forda (tego od „Czasu Apokalipsy”) i matki nie mniej słynnej Sofii (tej od „Między słowami”). Rzecz jest o meandrach czasu, w które koniecznie trzeba się zagłębić, byśmy nie stracili z oczu głównego kierunku naszej egzystencji. 

Pani reżyser wykłada to na przykładzie amerykańskiej rodziny z branży filmowej.  Michael (w tej roli Alec Baldwin, któremu znowu przybyło kilka kilogramów) to producent filmowy, ale z tych funkcyjnych. Wysługują się nim, gdy trzeba polecieć na drugi koniec świata, załatwić coś niemożliwego, uratować plan filmowy, gdy grozi katastrofa. Teraz też – właśnie skończyli  z żoną (ciągle piękna Diane Lane) sielankowy pobyt na festiwalu w Cannes, a jego już ciągają, by przeniósł plan kolejnego filmu do Budapesztu. Wypadnie taniej. A to znaczy, że trzeba koniecznie wsiadać w samolot  i załatwiać sprawy na miejscu. Business as usual. Żonie to całkiem nie w smak – mieli przecież jechać do Paryża. Ale od czego są przyjaciele? Ich francuski współpracownik, Jacques (Arnaud Viard) ofiaruje się podwieźć Annę własnym samochodem do Paryża.

Pełen artykuł przeczytasz w najnowszym Magazynie Wino. Kup numer albo prenumeratę.