Transylwania w Lidlu
2018-08-08





Blisko trzydzieści różnych etykiet zaprezentował Lidl na ostatniej degustacji u Dyletantów, na Powiślu. Wszystkie z rumuńskich lub bułgarskich winnic.

Przytłaczająca większość przybyłych na spotkanie z Transylwanią pamięta czasy luksusowych wakacji na plażach Morza Czarnego. Tamten okres w naszej historii, ba, całego bloku wschodniego minął – chwała Bogu. Sentyment na niektórych zarumienionych i posiwiałych twarzach pozostał, a zaobserwowałem to już niegdyś na degustacji zorganizowanej w bułgarskiej placówce dyplomatycznej. Ciekaw jestem co będzie przedmiotem wspomnień dla mojego pokolenia, które przychodziło na świat już po przełomie 89’. Czy będzie to dzisiejsze Lazurowe Wybrzeże, które kiedyś przemieni się w bagnistą plastikową breję? Patrząc przez pryzmat śmiałych hipotez dzisiejszych wieszczów ­– rozmaitych futurologów i dyplomowanych klimatologów, czy też trawionych przez obłęd ekologów – nie mamy się z czego radować. Choć i bywają przykłady pokrzepiających przypuszczeń naukowców, którzy twierdzą, że produkcja winiarska będzie stopniowo przenosić się na bardziej północno-wschodnie zakątki Europy. Zanim to jednak nastąpi, wschód musi się jeszcze wiele nauczyć. Truizmem jest powiedzieć, że Rumunia i Bułgaria to kraje – z naszej perspektywy – z południa kontynentu i tamtejsze winiarstwo bardzo mocno wzoruje się na zachodzie. Mamy tutaj takie szczepy białe jak: sauvignon blanc, czy chardonnay, a z czerwonych: cabernet sauvignon, merlot, pinot noir. Na to niektórzy francuscy winiarze zwykli powtarzać złośliwie: „epigoński świat, na który szkoda czasu”. Chciałbym, żeby było inaczej, ale w tym przypadku muszę im zwyczajnie, póki co przyznać rację.     

Choć początek zapowiadał się całkiem obiecująco. Spodobała mi się Promessa White (Aurelia Visinescu) z rocznika 2017, która powstała wyłącznie z rodzimych szczepów: feteasca alba, feteasca regala i tamaioasa romanesca. Na podniebieniu pieprzna skórka z białych owoców, a w szczególności: mandarynek, gruszki i brzoskwini. Ponadto wyczuwalna jest nuta białej róży. Na lato jak znalazł za 29,99.  

Przypadły mi do gustu także dwie wersje całkiem ostrego sauvignon blanc, z tego samego rocznika (2016) i spod tego samego adresu (Viile Metamorfosis). Najpierw w parze z rumuńską fetescą albą za 22,99, a chwilę później w pojedynkę i nieco droższe za 34,99. W drugim przypadku (Via Coltul Pietrei) zwraca uwagę złożoność, z wyczuwalną: słodyczą, mięto-pokrzywą, a także gruszką i antonówką. Wyróżnione wina pochodzą z apelacji Dealu Mare, która pamięta czasy starożytne. Znajduje się w jednym z najbardziej znanych regionów winiarskich Rumunii ­– Muntenii (Wielkiej Wołoszczyzny).

I to tyle jeśli chodzi o pozytywne wrażenia z tego wieczoru. Jestem zwolennikiem #winnicylidla, ale akurat ta oferta zupełnie do mnie nie przemawia. Jeśli chcemy wybrać naprawdę świetne wino #dotrzechdych to postawmy na kapitalne chardonnay z francuskiej Jury, które Lidl ma wciąż w swojej internetowej ofercie za 34,99.     

Dwa lata temu Lidl miał zamiar rozwinąć skrzydła w krajach byłej Jugosławii. Myślę, że to ciekawszy kierunek winiarski od ojczyzny Draculi, słabo w Polsce dostępny. A wybrzeże obecnych wicemistrzów świata to nasza narodowa mekka wakacyjna, więc i tamtejsze wina także powinny znaleźć –przepełnionych wspomnieniami z wakacji – nabywców.