Na starość chciałbym mieć własną piwnicę na wino. Niczego więcej zresztą od życia nie pragnę. Jeśli mi ślepy los dopisze, pod siedemdziesiątkę uczciwi ludzie uznają mnie za człowieka uczciwego, za winiarza, a więc kogoś, kto wie, gdzie należy umrzeć. Bo nie masz piękniejszej śmierci jak przed piwniczką, pod rozłożystym orzechem, jesienią.
Jak zacząć Nowy Rok, jeśli nie od opisu nas samych. Posłużę się piórem piszącego kucharza, Anthony’ego Bourdaine’a, autora książki Kill Grill, wydanej u nas przed paru miesiącami. Bourdain przechadza się po najlepszej knajpie, jaką zna, Veritas, i zielenieje z zazdrości, gdyż przebija ona o trzy długości jego własną restaurację. Ma nadzieję, że znajdzie jakąś dziurę w całym, ale nie, wszystko jest doskonałe. „Dookoła baru siedziała gromada monomaniakalnych amatorów wina, pochylonych nad kartami win (do wyboru tysiąc czterysta gatunków i roczników), zupełnie jakby zgłębiali tajemnice Talmudu - stojące przed nimi kubeczki, kieliszki i karafki nadawały im wygląd dobrze ubranych doktorów Frankensteinów. Mieli się nad czym zastanawiać. Karta win w Veritas jest imponująca, oferuje bardzo rozsądny wybór win od osiemnastu dolarów do dwudziestu pięciu tysięcy za butelkę. Z nadzieją zapytałem barmana, czy któryś z tych maniaków kiedykolwiek wdał się w bójkę, twierdząc, powiedzmy, że Côtes-du-Rhône jest lepsze od Bordeaux, albo rocznik 1995 przewyższa rocznik 1998. – Zdarzyło się kiedyś, żeby któryś się rzucił na innego i pobił go z powodu różnic między szczepami winogron? Pijacka burda o rodzaj gleby, system irygacji albo kolejność degustowania win? – Nie. Pełen spokój. Przyjemność przede wszystkim”.
Cytuję i ja z przyjemnością, gdy obraz dość eleganckich, jak rozumiem, facetów zwanych dalej maniakami lub trafniej monomaniakami, śmieszy mnie nieodparcie swą wiernością. Widzę ten rządek pochylonych głów pilnie wpatrzonych w Pismo, widzę teraz przed oczyma duszy mojej, lecz jakże często w rzeczywistości. I już wyobrażam sobie film, najlepiej czeski, poświęcony restauracji Veritas. Kamera pokazuje ciche, pełne ciepłych kolorów wnętrza, bo to i plusz na fotelach, i szyjki rakowe na talerzach, omiata niedbale gości siedzących przy stolikach, prowadzących niezbyt gorączkową, ale z pewnością miłą konwersację, prześlizguje się po barze z błyszczącym, niklowanym ekspresem i rzędami mocnych alkoholi z tyłu, zawieszonych jak wieprzki głowami do dołu, by mogła z nich wyciekać ich wielobarwna krew, i wreszcie dochodzi do grupki monomaniaków, zbitych przy sobie jak chasydzka wspólnota, jak tajni radcy czy nieznana bliżej sekta facetów w marynarkach; jedną ręką kartkują kartę win, drugą wznoszą kieliszki ku światłu, piją, szepczą, radzą, lulek nie palą.
Kiedy monomaniacy idą do restauracji, dobrej czy słabszej, mają właśnie tę jedną przyjemność, niejako w całości wieczoru dodatkową. Niby idą się najeść, ale też poczytać. Lektura karty win należy do jednej z najbardziej emocjonalnych, skłaniających do natychmiastowego, żywiołowego komentarza. Ho, ho, całkiem nieźle, Quintarellego mają; rany, jakie pacany, wszędzie ten Mondavi. Ochom i stękom mogłoby nie być końca, gdyby nie konieczność powiedzenia paru słów przy stole. Ale przy dobrej karcie na dobrą sprawę dałoby się nie wydusić z siebie przez cały wieczór zdania i wyjść zadowolonym, świetna knajpa, było co poczytać. Dlatego nakreślone przez Bourdaine’a monomaniakalne stado nie tylko śmieszy, ale wzbudza moją aprobatę i zazdrość, że akurat z nimi tam nie jestem: bo, powiedzmy sobie szczerze, czy nie najlepiej czujemy się w restauracji, nie najlepiej spędzamy w niej czas będąc ze sobą, we własnym gronie? A nie z jakimiś przypadkowymi członkami rodziny typu brat czy żona?
W ironicznym obrazku Bourdaine’a pojawia się też myśl o pax vinomana (że tak powiem), czyli o pacyfistycznym, dobrotliwym, życzliwym duchu wyzwalanym przez wino i panującym wśród jego monomaniaków. To stary już mit, który chętnie odświeżamy (wciąż do niego wracam, zajeżdżam go jak starą chabetę), a nawet własnym przykładem staramy się realizować. Zrozumiało to kino; od kilku lat powstał cały nurt wine movies, których duch, a przy okazji i scenariusz, jest bardzo podobny. Z grubsza chodzi o to, że główny bohater ma na bakier ze swoim życiem; nie bardzo mu wychodzi, wpada w tarapaty, ma dość siebie samego i bliskich. I nagle w jego życiu pojawia się – bądź budzi się – wino: to ono wszystko przemieni, nastawi złamania, wyprostuje drogę. Dzięki winu bohater pozna dobrą stronę istnienia, prawdziwe wartości, a nawet miłość, jeśli akurat kogoś na stałe do łóżka potrzebuje. Same dobre strony. Ostatni film w tym rodzaju, to czeskie Młode wino; właśnie wszedł na nasze ekrany. Ta sama kamera, która wyżej filmowała wyobrażone wnętrze Veritas, przechadza się po ślicznych morawskich winnicach, na których główny bohater, cwaniak, mały złodziejaszek, doznaje przemienienia i znajduje swój cel: robienie wina (morawskiego) z jedną panią (Morawianką). Film jest śmieszny, tym bardziej że mówią po czesku, mniej nadmuchany niż analogiczny i niemal identyczny angielski Dobry rok Ridleya Scotta. Uśmiałem się chwilami do łez, choć wyszedłem z kina nieco poirytowany: doprawdy, jesteśmy, winomaniacy, tacy słodcy, grzeczni i układni; doprawdy, wino złagodzi wszystkie obyczaje?
Byliśmy później w knajpie w naszym chasydzkim gronie tajnych radców. Pomyślałem sobie, raz kozie śmierć, zmienię formułę, przyłożę z glana Bońkowskiemu za tę miłość do acetonu w starych winach włoskich, walnę z byka Prange-Barczyńskiego za to upodobanie do bękarckich pinot noir z Górnej Adygi, przykopię w kolano (czuję, że to jego słaby punkt) Daszkiewiczowi Andrzejowi za te jego kompromisy z beczkowymi alentejo. Nic z tego, żadnej burdy. Przyjemność przede wszystkim. Której w debiutującym od niedawna 2009 roku życzę wszystkim czytelnikom. Pax vinomana.
Ostatnio na łamach portalu Magazynu Wino pisaliśmy, że Francuzi rozpoczęli szeroko zakrojone działania marketingowe, mające promować ich winiarstwo na... więcej
Pół roku temu pisałem w jednej z wiadomości ze świata, że laureat nagrody Nobla z fizyki, astrofizyk i kosmolog Brian Schmidt, jest jednocześnie... więcej
Objaśnienia: ● Impreza organizowana przez Magazyn WINO ● Impreza promująca wina polskie ● Impreza promująca kraj lub region winiarski ● Impreza organizowana przez importera lub sklep ● Targi krajowe
Około 150 osób uczestniczy w szkoleniu dla początkujących winiarzy i osób, które chciałyby nauczyć się uprawiać winorośl oraz produkować wino. (wyborcza.pl)
Wyniki badań przeprowadzonych na zlecenie sieci dyskontów pokazują, że wino jest na drugim miejscu wśród preferowanych przez dorosłych konsumentów trunków. (pieniadze.gazeta.pl)