Magazyn Wino


Wyszukiwarka win

Wyszukiwarka zaawansowana

Newsletter

Aby zamówić bezpłatny
biuletyn portalu
MagazynWino.pl, wpisz
w poniższe pole
swój adres e-mail.

Dobrze powiedziane

Odrzucanie wina, bo nie jest wystarczająco masywne, przypomina odrzucanie książki, gdyż nie jest odpowiednio długa, lub muzyki, bo nie jest wystarczająco głośna.

Kermit Lynch, amerykański importer, pisarz i muzyk


Promocja!
Zamów prenumeratę
a otrzymasz prezent

Magazyn Wino

01-510 Warszawa
ul. Gen. Zajączka 11/C5
tel. +48 22 312 40 30/31
fax +48 22 312 40 01
redakcja@magazynwino.pl

Płatności przez internet - dotpay

A A A

Świat Włochy


Degustacje pionowe. Pod skrzydłami św. Leonarda

05-11-2009

drukuj


Winnice w dolinie Lagarina | fot. Tenuta San Leonardo

 
Wojciech Bońkowski

To było wydarzenie wyjątkowe pod wieloma względami. Po raz pierwszy w Magazynie WINO zdajemy Państwu sprawę z pionowej degustacji wielkiego wina, którą odbyliśmy w styczniu 2008 specjalnie na potrzeby artykułu, w komfortowych domowych warunkach, poświęcając winom wiele godzin refleksji, dyskusji i emocji.


Carlo Guerrieri Gonzaga | fot. Tenuta San Leonardo

O czołowej posiadłości włoskiego Trydentu, Tenuta San Leonardo, pisaliśmy obszernie w Magazynie WINO 1/2007. To notowane od X wieku feudum, produkujące wino nieprzerwanie od XIII stulecia, od 1784 r. należy do markizów Guerrieri Gonzaga. Przełomem dla winiarskich dziejów tenuty stała się inicjatywa Carlo Guerrieri Gonzagi, który na podstawie swych doświadczeń we Francji i Toskanii (gdzie wraz ze sławnym enologiem Giacomo Tachisem współtworzył Sassicaię) posadził w San Leonardo szczepy bordoskie. Na tutejszych glebach gliniasto-wapiennych z dużym udziałem piasków (to ewenement wśród win najwyższej jakości niemal na skalę europejską), w umiarkowanym, podgórskim klimacie doliny Lagarina, francuskie odmiany dały zaskakująco dobre rezultaty – m.in. rekordową koncentrację polifenoli. Powstające od 1982 r. flagowe wino San Leonardo składa się z 60 proc. cabernet sauvignon, 30 proc. cabernet franc i 10 proc. merlot, winifikowane jest na modłę bordoską – jednak z pewnym cechami charakterystycznymi: obie fermentacje przebiegają w kadziach cementowych, a przed umieszczeniem w baryłkach San Leonardo starzone jest krótko w wielkich bekach dębowych botti; całkowity czas starzenia w drewnie to dwa lata.

Rozpoznawalny profil

Nasza degustacja pozwoliła przede wszystkim docenić najważniejsze cechy stylu San Leonardo. Po pierwsze, długowieczność. Oczywiście po winie opartym na cabernet sauvignon, powstającym w podgórskim terroir, spodziewać się jej można z definicji, lecz postawa San Leonardo z pewnością przerosła oczekiwania. Tylko dwa wina – 1993 i w mniejszym stopniu 1991 – okazały się w pełni dojrzałe; nawet 1990 i 1995 mogą, a właściwie powinny poczekać.

Po drugie, stylistyczna spójność i stałość. Osiem degustowanych win okazało się zadziwiająco regularnych; różnice jakościowe były minimalne (w skali stupunktowej, roboczo użytej przez niektórych z nas, były to pojedyncze punkty), profil i architektura wszystkich win były bardzo podobne, zmieniało się w zależności od charakteru rocznika wypełnienie i wykończenia. Ja sam przystępowałem do tej degustacji jako człowiek już nawrócony i przekonany do wielkości San Leonardo, lecz ci bardziej sceptyczni wśród moich kolegów poczytywali ową stałość wręcz za wadę wskazując, że w czasie degustacji w sumie niewiele się działo. Działy się niuanse, lecz z pewnością były one domeną uzależnionej od rocznika nadbudowy; terroirystyczno-stylistyczna baza San Leonardo jest od kilkunastu lat stała.

Powyższe stwierdzenie trzeba jednak uzupełnić uwagą, że drobną cezurą w najnowszych dziejach San Leonardo jest rocznik 2000. Od niego począwszy w naszym bohaterze coś się dostrzegalnie zmieniło; jakość garbników wskoczyła na nowy poziom, są teraz zarazem gęstsze i miększe. Wyczuwalna jest też zmiana faktury; nawet bardzo udane wcześniejsze roczniki, jak 1990 czy 1997, w końcówce ust traciły ciut ze swego impetu, a mocna architektura caberneta wydawała się niekiedy niedostatecznie wypełniona owocem. Od 2000 r. wszystkie degustowane przez nas wina zachwycają natomiast nadzwyczajną pełnią w ustach właśnie. Krótko mówiąc, San Leonardo wydaje się jeszcze lepiej niż dawniej zwinifikowany i bardziej kompletny. Zasługa w tym słynnego toskańskiego enologa Carlo Ferriniego (konsultanta takich potęg, jak Brancaia, Casanova di Neri, Fonterutoli, Poliziano, Ricasoli, Terriccio i Donnafugata), który od 2000 r. bierze udział w ustalaniu ostatecznego kupażu, wprowadził także pewne nowinki w winnicy (m.in. obniżenie prowadzenia krzewów do 60 cm ponad ziemią).

Po trzecie, San Leonardo ujawniło – to zasługa pionowej degustacji – pewną paradoksalność. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że to najcieplejsze, najbardziej dojrzałe roczniki (2000, 1997, 1990) okazywały się najbardziej naznaczone przez cabernet sauvignon z jego zielonymi nutami (papryka, pietruszka), zaś roczniki teoretycznie najbardziej „kontynentalne” (1995, 2001) zbliżały się bardziej do Pomerol i jego jagodowej, aksamitnej ekspresji merlota; te roczniki dla mnie zresztą okazały się najbardziej udane z całej degustacji. Być może paradoks nie jest zresztą tak ostry, jeśli przyjmiemy, że roczniki najchłodniejsze pozwalają na najdłuższe dojrzewanie gron, co cabernet bardzo lubi i co pozwala mu zrzucić pod koniec jesieni swe zielone nuty w bukiecie.

Spójność ocen

Pięciu degustatorów Magazynu WINO okazało się wobec San Leonardo wyjątkowo zgodnych. Za najlepsze wino degustacji jednogłośnie uznany został rocznik 2001, który otrzymał oceny w przedziale 92–96 pkt. Drugie miejsce niemal we wszystkich rankingach przyznano 1995, a trzecie – 2003 (wina te otrzymały 90 pkt. lub więcej). Tuż za podium uplasował się 2000, który jednak jeden z degustatorów ocenił wyraźnie niżej, promując za to 1990, ogólnie oceniany wysoko (87–90 pkt.), ale jednak nie w kategorii „wielkie wino”. Rocznikiem wyraźnie odstającym od stawki, zasługującym na 86–88 pkt., okazał się 1993. Pozostałe dwa – 1991 i 1997 – umieszczano na podobnym poziomie, a w skali bezwzględnej – parę punktów za 1990 i 2000. Dodajmy, że z win powstałych w latach 1990–2003 nie degustowaliśmy jedynie 1994, 1996 (dwa roczniki uznawane za lżejsze) i 1999 (klasyk); w 1992, 1998 i 2002 San Leonardo nie zabutelkowano.

Na koniec stwierdzenie, które winomanów ucieszyć powinno szczególnie: San Leonardo należy w swej klasie do win stosunkowo niedrogich, rzadko pada ofiarą spekulantów, a niezwykle wyrównana jakość czyni zeń tym pewniejszy zakup. Młode roczniki kupić może w sklepach niemieckich czy włoskich nawet po 40–42 euro (cena w sklepie internetowym producenta – 48 euro za rocznik 2003); starsze niekiedy już za 35–40 euro (za 1994 czy 1997), rzadko drożej niż 60 euro.

 


fot. Tenuta San Leonardo

Najgorszy dzień w roku

Marek Bieńczyk

Pionowa degustacja San Leonardo w dzień ogłoszony „najgorszym w roku” (pod względem bioprądów) pozwoliła przetrwać to horrendum z nadwyżką. Z nadwyżką, gdyż nie tylko dało się przeżyć, ale otrzymaliśmy dodatkowy bonus w postaci uczucia, że obcowaliśmy przez parę godzin z winem, które jest po tej samej stronie barykady, w obozie wartości, które się dzieli z całego serca. Mówię: winem, aczkolwiek degustowaliśmy 8 roczników, 8 różnych butelek. Jednak wszystkie – jakkolwiek odmienne – łączył elegancki spokój i harmonia. Te wina nigdy nie krzyczą, są wyraziste, lecz nie wrzaskliwe; przeciwnie, są na swój sposób dyskretne.

Być może powinienem powiedzieć nie: jedna, a dwie degustacje. Próbowane po godzinie wina – przede wszystkim te z ostatnich roczników – były inne. O ile przy pierwszym podejściu niektóre z nich (2000 i 2003 przede wszystkim, 2001 w pewnej mierze) zdawały się nie w pełni ułożone, o tyle kolejne łyki ujawniały całości już zharmonizowane. Zmiana ta była wyczuwalna dla wszystkich uczestników: wina stawały się jedwabiste, miękkie – lecz nie w sensie negatywnym (braku kwasowości), a pozytywnym – aksamitnego dotyku. Były jak pieszczota (że wyrażę to banalnie) i bardzo przypominały mi zmysłowe pomerole lekko wyostrzone konturem caberneta. Ale i sam cabernet sauvignon w San Leonardo wydaje się pracować w dużej mierze po stronie „miękkości” i aksamitności. Wydaje mi się nieco bardziej zmysłowy, a mniej strukturalny niż w przypadku win bordoskich. Ta kwestia jest dla mnie interesująca, gdyż siłą rzeczy porównania z wielkimi bordeaux musiały się pojawić jako punkty odniesienia. Odpowiadające San Leonardo klasą (wysoką klasą) medoki, saint-émilion czy pessaki zdają się mieć dłuższy, bardziej wyrazisty finisz oparty na kredowej zaczepności (a niekiedy prawdziwej agresywności) garbników. W naszym żargonie nazywamy to czasami „ciągiem”; otóż wydawało mi się, że San Leonardo jest tego „ciągu” w jakiejś mierze pozbawiony, brakuje mu tego dodatkowego wymiaru, by osiągnąć wielkość. Z drugiej jednak strony ów „ciąg” wymagałby przeformułowania wina, uczynienie z tej aksamitnej obecności czegoś bardziej ostrego – i nie wiem w sumie, czy bym sobie tego życzył.

Niewątpliwie pierwsze roczniki (podejrzewam, że ze względu na młody wiek krzewów) nie miały jeszcze pełni materii. 1990, wielki rocznik dla całej Europy, był wspaniale zrównoważony i dystyngowany, lecz finisz był niezbyt długi i nieco płaski (86–87 punktów) Po dobrym, ale lekko zielonym i wydrążonym w środku ust 1991 (85–86 pkt.) 1993 ujawniał już sporą soczystość i całkiem mocną strukturę (87–88 pkt.). Intensywny 1995 mnóstwem smaków żurawinowych i porzeczkowych, naturalnością świeżego owocu przypominał mi nieco Vieilles Vignes Gauby’ego z ostatnich roczników (90 pkt.). 1997 wydawał się, zwłaszcza na początku, nieco rozchwiany; nos był jak dotąd najbardziej „cabernetowy”, ale jakość materii nie czarowała już tak jak w 1995 (86–87 pkt.). Nieco gorzkie, metaliczne garbniki w 2000 po dłuższej chwili – jak była mowa – uładziły się; w pierwszym podejściu byłem rozczarowany, w drugim z minuty na minutę coraz bardziej przekonany (90 pkt.). Mineralny, złożony, głęboki i zwarty 2001 podobał się od pierwszej chwili, ale – zważywszy jego famę – czułbym niedosyt, gdybym do niego nie powrócił po godzinie, gdy wszystkie te cechy uzyskały jeszcze większą wyrazistość (92 pkt.). Z 2003 powtórzyła się historia 2000; zamknięte na początku, z suchymi garbnikami, mocnymi, korzennymi aromatami, wino z upływem czasu zaczęło łagodnieć, ubierać w futro. Dość jeszcze trudne do oceny, ale potencjalnie 91 pkt.

Oczywiście punkty [w skali stupunktowej używanej dawniej w Magazynie WINO - przyp. red.] daję dla zabawy i porównania z ocenami kolegów. Bo i tak zawsze będę wolał pić San Leonardo na 86 pkt. niż wypindrzony, kultowy cabernet kalifornijski oceniony na 95 pkt. Kwestia strony barykady.


Pionowa degustacja San Leonardo 1990–2003

wina oceniali Wojciech Bońkowski (wb), Krzysztof Dobryłko używający brytyjskiej skali dwudziestopunktowej (kd) i Tomasz Prange-Barczyński (tpb)

San Leonardo 1990

Bardzo żywe, przenikliwe, świeże jak na blisko 20 lat wino, w którym swoista lekkość i młodzieńczość walczą z nutami ewoluowanymi (papryka, liście). Także lekkie nuty rdzy, ale i gorzkiej czekolady, cygara, wilgoci i ziół. Wino niezwykle precyzyjne i mądre – ma wiele do opowiedzenia. (tpb)

W bukiecie lekko podpalana śliwka. Dobra intensywność dojrzałego owocu. Usta pełne, śliwkowe z nutami wędzonki i pieczonego mięsa. Delikatna słoność w końcówce. Krągłe, dobrze wtopione taniny. Długie. Wino ociera się o wielkość. 18/20 (kd)

Bardzo głęboka purpura z lekką tylko ewolucją. Nos słodki i zarazem ziołowy, nuty przydymione, mięsiste, rejestr wycofany, bardzo mineralny. Usta zaskakująco garbnikowe jak na wino blisko 18-letnie; niemal słone odczucie mineralnego terroir. Z czasem nieco więcej nut ewoluowanych (tytoń, grafit), ale też i świeżoowocowych (jagody). Nie znajduję tu wielkiej głębi (wrażenie młodych krzewów w pewnej płytkości faktury), lecz trzeba przyznać bez ogródek, że jak na swój wiek wino wręcz szokuje wigorem, mocą i ekstraktem; wydaje się wciąż być na krzywej wznoszącej. Szczególnie przekonująca jest późniejsza degustacja (po dekantacji), gdy wino wyraźnie wysuwa się na czoło wszystkich roczników sprzed 2000 r. (wb)

San Leonardo 1991

W ataku nuta wędzonego sera (oscypek?), a pod spodem mięsna krwistość, z czasem także wilgotna ziemia, jagodowa konfitura, wreszcie zupełnie świeża owocowość. Czuć większą niż w roczniku 1990 ewolucję. Usta wciąż zdominowane przez caberneta, taniczne i dość twarde. Z pewnością soczyste i pełne siły, a nawet eleganckie, jednak bez finezji 1990. (tpb)

Zadziwiająco świeży owocowy bukiet. Wyraźne aromaty jagód, skóry i dymu. Usta słodkie, soczyste. Wyraźna gorycz gorzkiej czekolady w końcówce. Zielone, zbyt agresywne taniny. Wino bardzo zdecydowane, ale pozbawione równowagi i elegancji poprzednika. 16/20 (kd)

Znakomita głębia koloru, bardzo lekko ewoluowana obwódka. W porównaniu do rocznika 1990 rejestr jest słodszy, bardziej stateczny (galaretka owocowa), od razu uwodzicielski, bez mineralnej wyniosłości starszego brata. W ustach garbniki już cokolwiek ewoluowane, miękkie, ale z pewnością niezmęczone; wino jest w tej chwili w środku długiej fazy dojrzałej. Znakomite do picia dziś, najlepiej bez nadmiernej dekantacji, gdyż ma tendencję do lekkiego wysuszania się w stronę nut mięsistych. Z pewnością lepsze niż 1993. Dojrzałe, atrakcyjne wino bez większego wigoru czy energii. Biorąc pod uwagę nienajlepszą sławę rocznika w całej Europie, z pewnością jest to wielkie osiągnięcie. (wb)

San Leonardo 1993

Dość pikantne, mięsno-wędzone, nieco konfiturowe, ale i żelazawe San Leonardo z 1993 r. wydaje się najbardziej ewoluowane ze starszych roczników, a pod atrakcyjnym nosem kryje się dość krucha już konstrukcja i chwilami słabiej zrównoważony alkohol. Ujmuje nutami mineralnymi, kamiennymi, ale i niuansem czekolady w końcówce. Bardzo rozpoznawalne aromaty caberneta. (tpb)

Bukiet bardzo świeżych wiśni z nutami wędzonki i wyczuwalnym alkoholem. W ustach świeże, zbyt wcześnie zebrane owoce w połączeniu z zielonymi liśćmi. Bardzo dobra kwasowość i długość. Ascetyczne w wyrazie. 16/20 (kd)

Lżejszy kolor. Wino mniej kompletne od swoich braci, mało owocowe w bukiecie, który skupia się wokół nut ziemistych, przydymionych, korzennych, zielonych (kamfora); alkohol, który w tej pionowej degustacji rzadko był problemem, tu był wyczuwalny. Usta są dojrzałe, bez potencjału do dalszego starzenia, ale wciąż całkiem mocne: ujawniają się porzeczkowe i pietruszkowe nuty caberneta. Końcówka cokolwiek sucha i zielona, przynosi wrażenie lekkiej pustki. Wytrzymuje dekantację, ale się nie poprawia. Bez wątpliwości najsłabsze wino degustacji; poza jej kontekstem całkiem przyjemne, średniej klasy wino w fazie dojrzałości. (wb)

San Leonardo 1995

Trzynaście lat – oto wiek, w którym należy pijać San Leonardo. Kapitalnie zwarte, eleganckie i soczyste wino, świetnie skoncentrowane, a jednocześnie niemal perfekcyjnie harmonijne i swoiście lekkie. Znakomicie kwasowe i doskonale zdefiniowane. Nuty słodkich owców, żurawiny, czekolady, ale i starych mebli komponują się w uroczą oldskulową kombinację aromatyczną. (tpb)

W bukiecie kaszka manna i zatopione w niej świeże jeżyny i wiśnie. Aromaty proste, ale ładnie zarysowane. Pełne, soczyste usta z dobra kwasowością i długością. Delikatne, wtopione taniny. Wino proste, lecz w swej prostocie czyste i bezpośrednie. Bardzo dobra równowaga. 17/20 (kd)

Mocny kolor, ale z szerszą obwódką niż 1997 czy 1991. Wino wymaga napowietrzenia: pierwszy bukiet jest zredukowany, mleczny, powoli otwiera się w stronę nut niezwykle surowych, skalnych, paprykowych; dopiero po dobrej godzinie przechodzi zaskakującą metamorfozę i objawia niezwykle atrakcyjny, słodki, przypominający niemal sangiovese zapach czereśni i porzeczek. Podobnie jest w ustach, początkowo nieprzeniknionych, buraczanych, esencjonalnych, ale kryjących fantastyczną moc i równowagę. Moc i koncentracja nade wszystko, być może kosztem finezji, co jest doprawdy jedyną słabością tej światowej klasy butelki. Dopiero pod koniec degustacji, po paru godzinach, ujawnia nuty bardziej ewoluowane (kawa); na tej podstawie można winu wróżyć jeszcze co najmniej dekadę pozytywnej ewolucji. Ogromne wrażenie. (wb)

San Leonardo 1997

Atak niemal młodzieńczy, wręcz brutalny: owoce, zioła, mięso, nuty korzenne, z czasem też kawa z mlekiem, wreszcie ziemia. W ustach skoncentrowane, bardzo atrakcyjne w ataku, nieco pustawe na środkowym podniebieniu, pięknie powraca w końcówce. Dość roślinne, zdominowane przez nuty liściaste, cygarowe i raczej ewoluowane. Zachowuje dobrą kwasowość. (tpb)

Bukiet łączy aromaty dymne, owocowe i ziołowe (owoce i liście porzeczki). Bardzo intensywny bogaty atak: soczyste porzeczki połączone z aromatami gliniastej, mokrej ziemi. Lekka goryczka i alkohol. Wino zaprojektowane z wielkim rozmachem, ale zabrakło szlachetności materiału. Zbyt wyraźne taniny i wyczuwalny alkohol. 16,5/20 (kd)

Kolor niemal bez ewolucji; maleńka obrączka. Zgodnie z naturą rocznika mamy tu bukiet cieplejszy niż w 1995, ale też wyraźniej cabernetowy (mięta, papryka), mięsisty, tłusty, ciut alkoholowy, choć zmysłowy i bardzo dobrej klasy. Usta świetnie wyważone, bardzo długie, słodkie, atrakcyjne, z lepiej wtopionym ekstraktem i bez ziemistej surowości rocznika 1995. Jedynym właściwie problemem jest lekka zadyszka w środku ust; brakiem głębi wino upodabnia się do San Leonardo 1990. Wino ciekawe, dyskusyjne, niewątpliwie szlachetne, choć nie ma kompletności roczników późniejszych (2000–03). Jednak na tle rocznika 1997 w Italii, który w ostatnich latach wyraźnie doszedł do kresu swoich możliwości i w wielu miejscach (Montalcino i Chianti) przynosi falę rozczarowań, San Leonardo poradziło sobie znakomicie – w czym wyczuwam zasługę stosunkowo wczesnych zbiorów (nuty zielone). Pić lub czekać, ale nie za długo. (wb)

San Leonardo 2000

Od wiejskiego podwórka do skoncentrowanego owocu: rocznik 2000 prezentuje się na tle win z poprzedniej dekady jako dość nowoczesny. Na szczęście jednak szybko ujawnia elegancję i harmonię. Nuta mleczna dodaje mu miękkości, jest też miejsce na dość intensywny aromat lukrecji. Usta bardzo młode, mocne, ale i kwasowe. Świetnie dojrzałe polifenolicznie i doprawdy potencjalne. (tpb)

W bukiecie mokre, bagienne aromaty, schowany owoc (wiśnie i porzeczki). W ustach mocno przesłodzone owoce. Słaba kwasowość i wiśniowo-porzeczkowe landrynki. W końcówce gorycz i wyraźny wysuszający alkohol. Najsłabsze z degustowanych win. 15/20 (kd)

Mocny kolor. Bukiet łączy nuty słodkie, zmysłowe (dojrzały owoc, beczka) z mięsistymi, przydymionymi (brett) i zielonymi. Dość wyraźnie objawia się zmiana stylistyczna w stosunku do poprzednich roczników: usta wydają się bardziej kompletne, harmonijne, w miejsce bordoskiej surowości pojawia się bardzo włoska nuta czereśni, nadająca całości słodyczy i zalotności. Również dobra mineralna głębia. Usta są doprawdy bez zarzutu: skoncentrowane, niemal słono mineralne, uszyte drobniutkim ściegiem, z garbnikami na wyraźnie wyższym poziomie dojrzałości i precyzji niż w 1997 czy 1990. Połączenie znakomitej koncentracji z nienaganną dojrzałością i finezyjną fakturą daje nam wino nadzwyczajne, ocierające się o wielkość. (wb)

San Leonardo 2001


fot. Tenuta San Leonardo

Genialny kompromis między owocem a terroir. Czyste, świetnie kwasowe, mięsno-owocowe, a jednak subtelne, finezyjne, eleganckie wino. Jego wielkość jest katedralna, prezentuje fenomenalny potencjał, choć cieszy już dziś: jest bardzo młode, krwiste i soczyste. Lekkie nuty asfaltu i przypalonej kawy z mlekiem wtapiają się w mineralno-owocowy charakter. Najlepsze wino degustacji. (tpb)

Pełny, bardzo bogaty bukiet. Dobrej jakości, soczyste czerwone owoce, aromaty kawowo-mleczne i nuty wędzonki. Bardzo dobra koncentracja z zachowaniem równowagi. W ustach pełne, szeroko atakujące, świeże. Wyraźna słodycz owocu przy dobrej kwasowości. Wyraźne, dojrzałe taniny i w końcówce lekko wysuszający alkohol. Wino łączące w sobie intensywność, bogactwo z delikatnością i harmonią. 18/20 (kd)

Gdy wydawało się, że rocznik 2000 sięgnął absolutnych szczytów, ponad które wzlecieć już się nie da, jego młodszy o rok brat włączył jakościowy dopalacz i odleciał daleko, daleko. Bukiet jest wprost niezwykły: łączy nuty chłodnej skalnej mineralności z czystą esencją jagodowego owocu, moc i ekstrakt z prawdziwą finezją, perfekcyjną dojrzałość z dobrze dobraną, odświeżającą nutą zieloną. W ustach koncentracja, koncentracja i jeszcze raz koncentracja, z wyjątkiem złożoności jest tu bardzo dużo wszystkiego (również beczki); wino jest jeszcze bardzo młode, ściśnięte, taniczne, gęste niemal jak żywica; największe wrażenie robi jubilerska jakość garbników w końcówce. Z każdą chwilą w kieliszku lepsze, a najlepsze po ok. dwóch godzinach w karafce. Od 2000 i 2003 – słodkich, dojrzałych, cokolwiek tłustych i południowych – to wino odcina się chłodnym, świeżym, prawdziwie kontynentalnym charakterem. Nie ma tu właściwie co krytykować – w naszym sprawozdaniu z Trydentu (Magazyn WINO 1/2008) określiłem San Leonardo 2001 „winem dekady” i ta degustacja w pełni to potwierdziła. (wb)

San Leonardo 2003

Gorący rocznik zostawia po sobie nie do końca czystą nutę zapachową, jednak to bardzo zamknięte, młodzieńcze wino nie jest pozbawione subtelności. Zachowuje klasyczny dla San Leonardo profil, jest bardzo skoncentrowane, a obok owocu pojawiają się typowe dla caberneta aromaty zielonej papryki. Pełne siły, potencjalne, pikantno-słodkie, soczyste, choć wciąż nieco twarde. (tpb)

W bukiecie słodkie, miękkie owoce. Usta zamknięte, amorficzne. Dobra struktura kwasowa i dojrzałe taniny dają nadzieje na dobra ewolucję tego wina. Zbyt młode dla rzetelnej oceny. 16?/20 (kd)

W kontekście innych św. Leonardów jest to osesek, trzeba dać mu sporo czasu, by wykształcił pełnowartościowy bukiet, a mokra piwnica i sok buraczany ustąpiły miejsca czarnym oliwkom i porzeczkowej konfiturze. Młodość, wręcz agresywność ust, ścierne garbniki i zimne dotknięcie minerału, lecz jest tu i aspekt gorącego rocznika (alkohol i pewna tłustość, likierowość owocu). Podobnie jak w 2000 i 2001 koncentracja jest tu na całkiem nowym poziomie, wydaje się, że również ekstrakcja jest lepiej kontrolowana niż w dawniejszych rocznikach, co skutkuje bardziej równomierną, gęstszą fakturą niż np. w 1997 r. Najlepszym elementem wina są świetnej jakości garbniki, bardzo obecne, ale nigdy suche, mistrzowsko wyekstrahowane i wypolerowane najwyższej jakości beczką. Wino niedorastające do 2001, ale grające w tej samej lidze co 2000, co biorąc pod uwagę trudny charakter rocznika 2003 należy uznać za duży sukces. O krok od wielkości, a za parę lat raczej na pewno ten krok wykona. (wb)

Wina oznaczone do 1993 vino da tavola della Vallagarina, 1994–99 IGT Vallagarina, od 2000 IGT Vigneti delle Dolomiti. Importer w Polsce: Wine 4 You.

Tekst w wersji skróconej ukazał sie w numerze 38 (2/2009)

Nie ma jeszcze komentarzy na Forum | Dodaj nowy wątek

Sytuacja Biodynamiczna

Jutro: 11 lutego 2012


Do 7 czas Korzenia, od 8 czas przejściowy.

Dziś: 10 lutego 2012


Do 5 czas przejściowy, między 6 a 9 czas Owocu, od 10 czas Korzenia.


Wczoraj: 9 lutego 2012


Do 13 czas Owocu, od 14 czas przejściowy.

Objaśnienia

KorzystneNiekorzystne
Czas owocu Czas liścia
Czas kwiatu Czas korzenia
Czas przejściowy
Więcej o kalendarzu biodynamicznym

Kalendarz imprez

Najbliższe:

11-12 lutego, Vini Naturali a Roma, Rzym, Włochy
4-6 marca, Prowein, Düsseldorf, Niemcy
14-17 marca, Weltweinfestival 2012, Wiedeń, Austria
23-25 marca, VinCE, Budapeszt, Węgry
25-28 marca, Vinitaly, Werona, Włochy
26-29 marca, Alimentaria, Barcelona, Hiszpania

zobacz więcej

Sprawdź wszystkie nadchodzące wydarzenia

Złapane w sieci

W Pradze piszą...

... o polskich winach. (praguepost.com)


Polak potrafi...

...lecz tym razem przesadził i 38 ton francuskiego wina trochę się spóźni. (dziennik.pl)


2011: Rok zły, bo wina mało, ale rocznik genialny

Lubuski dziennikarz i winiarz podsumowuje miniony rok w winnicy. (winnica.redblog.gazetalubuska.pl)


Chemia i fizyka szampana

Z okazji zbliżającego się Sylwestra i mijającego Roku Chemii American Chemical Society opublikowało w internecie film poświęcony chemii szampana. (wyborcza.pl)


Myśl globalnie, pij lokalnie

... a więc o ekologicznych aspektach wyboru wina. (wyborcza.pl)


Spada sprzedaż win owocowych

Do 2015 roku wydatki na wina gronowe zwiększą się w naszym kraju do 3,25 mld zł. (rp.pl)


Zobacz wszystkie

Najnowsze wpisy na blogach

Blog Tomasza Prange-Barczyńskiego

Za wcześnie na amarone…

…przynajmniej na rocznik 2008. Zgodnie z przepisami DOC Amarone della Valpolicella, wina z tej apelacji trafiają na rynek w czwartym roku po zbiorach. Jak...
więcej

Blog Andrzeja Daszkiewicza

Prasówka 42

Co prawda nie dotyczy to wina, ale nie mogę nie odnotować obszernego tekstu mojego ulubionego australijskiego dziennikarza i blogera, Philipa White'a,...
więcej

Winny Bieńczyk

Co zwykł Pan pijać o tej porze?

Pucharek wina? Białe, czerwone? Wina jakich krain zwykł pan pijać o tej porze? Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata Dzisiejsza duża publiczna...
więcej

Blog Ewy Wieleżyńskiej

Burza w szklance wina

Przedwczoraj wicepremier Waldemar Pawlak dołożył wisienkę do niefortunnej wypowiedzi Radosława Sikorskiego, wypowiadając się w TVN 24, że będzie...
więcej



© MagazynWino.pl | Prawa zastrzeżone | Warszawa 2008-2010
Regulamin | Reklama | Kontakt | Zapytania ofertowe
Serwis przeznaczony jest dla osób pełnoletnich