Magazyn Wino


Wyszukiwarka win

Wyszukiwarka zaawansowana

Newsletter

Aby zamówić bezpłatny
biuletyn portalu
MagazynWino.pl, wpisz
w poniższe pole
swój adres e-mail.

Dobrze powiedziane

Notki degustacyjne więcej mówią o osobowości degustatora niż o winach.

Richard Olney, amerykański pisarz, propagator francuskiej kuchni i francuskich win


Promocja!
Zamów prenumeratę
a otrzymasz prezent

Magazyn Wino

01-510 Warszawa
ul. Gen. Zajączka 11/C5
tel. +48 22 312 40 30/31
fax +48 22 312 40 01
redakcja@magazynwino.pl

Płatności przez internet - dotpay

A A A

Wino w kuchni Ludzie


Paweł Oszczyk. Dlaczego zostałem kucharzem?

19-06-2009

drukuj

Z Pawłem Oszczykiem, szefem kuchni w restauracji warszawskiego hotelu Le Régina, jednym z najbardziej nowatorskich kucharzy w Polsce, rozmawia Tomasz Prange-Barczyński


Paweł Oszczyk | fot. Hotel Le Régina

Magazyn WINO: Czy pamiętasz pierwszą przygotowaną przez siebie potrawę?

Paweł Oszczyk: Pierwsze kroki w kuchni stawiałem dość wcześnie. Gdy miałem 6 lat, do osiągnięć zaliczały się samodzielnie przygotowany kisiel z torebki czy kilogram ziemniaków obranych na obiad dla całej rodziny. Ale nie spoczywałem na laurach i mając lat 8 potrafiłem już upiec ciasto, tzw. „zebrę” czyli dwa kolory splecione razem. Wszystko dzięki osiągnięciu techniki lat 70., jakim był prodiż elektryczny.

Nie było to jednak pasmo nieustających sukcesów. Muszę się przyznać – dziś, mając 37 lat już mogę – płakałem przy jajecznicy. Ogarniała mnie niemoc i przerażenie, gdy masa jajeczna nie chciała się ścinać na patelni. Mówimy o 10-12 jajkach, smażonych na kuchni węglowej.

Już wtedy postanowiłeś być kucharzem?

Te pierwsze osiągnięcia sprawiały satysfakcję, ale nie były decydujące przy wyborze zawodu. Na tę decyzję wpływ miały smaki, zapachy, atmosfera domu, w której się wychowałem.

Mieliśmy swój ogródek – wiedziałem kiedy siać warzywa, kiedy przesadzać i zbierać. Soczyste truskawki jadłem prosto z krzaka. Las, na pograniczu którego mieszkaliśmy, sprawiał, że grzyby były codziennością. Dom moich dziadków kojarzy mi się po dziś dzień z wędzeniem szynek, pieczonym domowym pasztetem, mielonym trzykrotnie ręczną maszynka do mięsa i mocno doprawionym gałką. Wszystko to sprawiało, że zmysły smaku i powonienia rozwijały się ponad przeciętną. Natura wzieła górę, gdy trzeba było powiedzieć – tak, to chcę robić w życiu. Tak zakończył się etap pierwszy mojej kulinarnej podróży – rozpocząłem naukę „na Poznańskiej”.

Warto było?

Okres szkoły średniej mogę z czystym sumieniem sprowadzić do jednego przedmiotu i jednego nazwiska – technologia gastronomiczna prowadzona przez Krystynę Ślusarczyk. Pierwsza w moim życiu osobowość gastronomiczna. Spotkanie z panią profesor było swoistym „efektem motyla”. Opowiadania o kulturze stołu, o restauracjach, europejskich szefach kuchni osiągających sukcesy, robiły swoje. Marzenia i dążenia zaczynały przybierać nową formę. Już nie tylko być kucharzem w jednym z warszawskich hoteli (jest rok 1986), ale zostać szefem kuchni, być rozpoznawalnym, mieć swój styl.

A po szkole?

Wyjechałem do Włoch. Nazywało się to wtedy „praktyką zawodową”, lecz zamiast wrócić do Polski po trzech miesiącach, zabawiłem dwa lata. Restauracja, do której trafiłem, miała gwiazdkę w przewodniku Michelina. Głęboka woda. Nowy kraj, pierwsze własne pieniądze, wolność, samodzielność. A z drugiej strony katorżnicza praca po 14 godzin dziennie. Wielka szkoła życia, zawodu i poszanowania pracy. Świadomość, że jeśli nie wytrzymam i wrócę do Polski, to w perspektywie mam szansę na odbycie dwuletniej zasadniczej służby wojskowej oraz niepewną sytuację związaną z przemianami ustrojowymi.

W końcu jednak wróciłeś.

Argumentem była możliwość pracy w nowo otwierającym się warszawskim Bristolu. Na mój „kręgosłup” kulinarny wpływ miało kilka osób. Michael Goerdt – pierwszy dyrektor generalny hotelu. W sytuacjach krytycznych segregował brudne naczynia „na zmywaku”. Dlatego, że to gość, jego zadowolenie były na pierwszym miejscu. Dyrektor był napędem dobrze działającej maszyny – dziś rzecz niespotykana, dziś mamy menedżerów w krawatach i garniturach.

Kurt Scheller – szef kuchni, doskonały organizator, „showman”. Wypada mi podziękować za możliwości, które mi stworzył. Za ludzi, których dzięki niemu poznałem, konkursy, w których mogłem uczestniczyć i za wiedzę organizacyjną niezbędną przy prowadzeniu kuchni. Wreszcie Bernard Lussiana. Od niego nauczyłem się klasycznej kuchni francuskiej, picia wina, komponowania dań, bycia szefem kuchni i wielu, wielu rzeczy, za które jestem mu wdzięczny.

Paweł Oszczyk dzisiaj?

Moja praca w Pałacu Sobańskich czy aktualna, w Hotelu Le Régina, to – mimo samodzielności – ciągłe doskonalenie, zmaganie się z samym sobą, by zrobić kolejny kroczek do przodu.

Wszystkim, którzy dziś stają przed wyborem zawodu i nieśmiało spoglądają w stronę kuchni mówię: ta praca to ciężki kawałek chleba, często brudna, niewdzięczna; często ktoś inny zbiera wypracowane przez nas laury. To, nim podniesie się głowę, kilka lat cierpliwej obserwacji i nauki. Najważniejsze to postawić sobie cel i do niego dążyć. Moja mama mawia o mnie: „konsekwentny do bólu”. A ja staram się tylko nie zmarnować niewielkiego talentu, jakim zostałem obdarowany.


Tekst został opublikowany w numerze 37 (1/2009)

Nie ma jeszcze komentarzy na Forum | Dodaj nowy wątek

Sytuacja Biodynamiczna

Jutro: 11 lutego 2012


Do 7 czas Korzenia, od 8 czas przejściowy.

Dziś: 10 lutego 2012


Do 5 czas przejściowy, między 6 a 9 czas Owocu, od 10 czas Korzenia.


Wczoraj: 9 lutego 2012


Do 13 czas Owocu, od 14 czas przejściowy.

Objaśnienia

KorzystneNiekorzystne
Czas owocu Czas liścia
Czas kwiatu Czas korzenia
Czas przejściowy
Więcej o kalendarzu biodynamicznym

Kalendarz imprez

Najbliższe:

11-12 lutego, Vini Naturali a Roma, Rzym, Włochy
4-6 marca, Prowein, Düsseldorf, Niemcy
14-17 marca, Weltweinfestival 2012, Wiedeń, Austria
23-25 marca, VinCE, Budapeszt, Węgry
25-28 marca, Vinitaly, Werona, Włochy
26-29 marca, Alimentaria, Barcelona, Hiszpania

zobacz więcej

Sprawdź wszystkie nadchodzące wydarzenia

Złapane w sieci

W Pradze piszą...

... o polskich winach. (praguepost.com)


Polak potrafi...

...lecz tym razem przesadził i 38 ton francuskiego wina trochę się spóźni. (dziennik.pl)


2011: Rok zły, bo wina mało, ale rocznik genialny

Lubuski dziennikarz i winiarz podsumowuje miniony rok w winnicy. (winnica.redblog.gazetalubuska.pl)


Chemia i fizyka szampana

Z okazji zbliżającego się Sylwestra i mijającego Roku Chemii American Chemical Society opublikowało w internecie film poświęcony chemii szampana. (wyborcza.pl)


Myśl globalnie, pij lokalnie

... a więc o ekologicznych aspektach wyboru wina. (wyborcza.pl)


Spada sprzedaż win owocowych

Do 2015 roku wydatki na wina gronowe zwiększą się w naszym kraju do 3,25 mld zł. (rp.pl)


Zobacz wszystkie

Najnowsze wpisy na blogach

Blog Tomasza Prange-Barczyńskiego

Za wcześnie na amarone…

…przynajmniej na rocznik 2008. Zgodnie z przepisami DOC Amarone della Valpolicella, wina z tej apelacji trafiają na rynek w czwartym roku po zbiorach. Jak...
więcej

Blog Andrzeja Daszkiewicza

Prasówka 42

Co prawda nie dotyczy to wina, ale nie mogę nie odnotować obszernego tekstu mojego ulubionego australijskiego dziennikarza i blogera, Philipa White'a,...
więcej

Winny Bieńczyk

Co zwykł Pan pijać o tej porze?

Pucharek wina? Białe, czerwone? Wina jakich krain zwykł pan pijać o tej porze? Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata Dzisiejsza duża publiczna...
więcej

Blog Ewy Wieleżyńskiej

Burza w szklance wina

Przedwczoraj wicepremier Waldemar Pawlak dołożył wisienkę do niefortunnej wypowiedzi Radosława Sikorskiego, wypowiadając się w TVN 24, że będzie...
więcej



© MagazynWino.pl | Prawa zastrzeżone | Warszawa 2008-2010
Regulamin | Reklama | Kontakt | Zapytania ofertowe
Serwis przeznaczony jest dla osób pełnoletnich